poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Poczta i pożegnanie z Wyspą



Dziś przyszedł w końcu czas na wizytę na poczcie „Zielone Wzgórze”. Już w sobotę próbowałam tam dotrzeć, ale „randka” z Wymarzonym Domkiem mi to uniemożliwiła. Poczta jednak nie zając – dla niej 2 dni później to żaden problem 😏😏.




Cieszyłam się na tę wizytę, bo zawsze poznawałam na poczcie bardzo miłe urzędniczki. Dziś już w drzwiach się uśmiechnęłam, bo zauważyłam przesympatyczną Lorine, którą pamiętałam z ubiegłego roku. Od razu się jej przypomniałam i zaczęłyśmy wspaniałą pogawędkę. Wkrótce do rozmowy włączyła się Shelley, która również pracuje na poczcie. Mój mąż dostał za zadanie zrobienie kilku zdjęć, a my rozmawiałyśmy o mojej wczorajszej wizycie w Muzeum Dziedzictwa LM Montgomery (żadna z nich nie była w tym muzeum, więc opowiedziałam im, co można w nim zobaczyć i zachęciłam do wizyty przed zimą), o znaczkach pocztowych z Anią, o moim Wymarzonym Domku, o tym blogu i wielu innych sprawach. Wszystko, co chciałam, zostało na pamiątke ostemplowane (w czasie pierwszej wizyty nie wiedziałam, że na stemplu pojawi się „Ania z Zielonego Wzgórza” i w efekcie nie skombinowałam sobie pamiątkowej pieczątki. Ci, którym wysłałam wtedy pocztówkę mieli więc stempelek z Zielonego Wzgórza, a my, którzy jechaliśmy taki kawał drogi, nie mieliśmy nic. Podróże jednak kształcą, więc z kolejnych wizyt mam już stempelki, równiutko przybite przez Lorine i Shelley 😊





W pewnym momencie Lorine poszła na zaplecze i wróciła z przemiłą niespodzianką dla mnie. W 2008 roku, kiedy Poczta Kanadyjska wydała 2 znaczki upamiętniające 100 rocznicę wydania „Ani z Zielonego Wzgórza”, Artyści, którzy je stworzyli, gościli na poczcie w czasie obchodów rocznicowych. Lorine poprosiła wówczas o ich autografy na karcie pamiątkowej, tuż pod znaczkami. „Chciałam je mieć dla wyjątkowych osób odwiedzających naszą pocztę” powiedziała Lorine, wręczając mi z uśmiechem jedną z nich. Bardzo mnie zaskoczył ten gest i jednocześnie uradował (pamiątkowe karty bez autografów były do nabycia na poczcie po 20 dolarów). Nie miałam się jak odwdzięczyć, więc zostawiłam im adres bloga i obiecałam relację z mojej wizyty na ich poczcie 😊😊






Dear Lorine and Shelley – once again thank you!! And I hope nothing went missing at Jennie’s bookstore today :)) I will be back next year with more of you know what and then some :) Love to both of you!

Po wizycie na poczcie pojechaliśmy na plażę Brackley Beach, która znana jest z wydm. Nazbieraliśmy na niej dużo czerwonych kamyków dla wszystkich, którzy marzą o posiadaniu czegoś z Wyspy Księcia Edwarda 😉



W drodze powrotnej udaliśmy się na plażę w Thunder Cove, gdzie zaopatrzyliśmy się w czerwony piasek (do nabycia w sklepach za duże pieniądze). Ze sklepu z pamiątkami nie wyszliśmy jednak z pustą ręką :) Oto, co zabieramy ze sobą do domu poza pięknymi wspomnieniami:


Jutro wyjazd do domu. Myślę, że po powrocie postaram się tu zamieścić dodatkowe dwa wpisy. :) Dziękuję wszystkim, którzy towarzyszyli mi w tej podróży. Dzięki Wam zobaczyłam tym razem dużo nowych miejsc.
Z serii „Dlatego właśnie kocham tę Wyspę” kilka zdjęć z dzisiejszego pożegnania Wyspy:






10 komentarzy:

  1. Szkoda, że już wyjeżdżamy z tej przepięknej "czerwonej wyspy". Tyle zobaczyliśmy i tyle się dowiedzieliśmy. Do tego poznaliśmy nowych wspaniałych ludzi, którzy marzą i realizują swoje marzenia. A Ty Bernadko sama się przekonałaś, że nie tylko dla nas jesteś "niezwykłą osobą" Inni też tak Cię widzą i odbierają. Żegnamy wyspę i czekamy do następnej podróży sentymentalnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, ze wyjezdzamy, ale najwazniejsze, ze udalo sie nam byc na Wyspie :) Nastepna podroz niebawem :)

      Usuń
  2. Piękne zwieńczenie, jakże cudownego pobytu <3 Przemiłe Panie na poczcie! A pamiątki, super!!! Choć i tak, to co najcudowniejsze, to przeżycia. Dziękuję pięknie, że mogłam z Tobą w nich uczestniczyć Bernadko <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie, ze podobala sie podroz i ze dostarczyla wiele wzruszen.

      Usuń
  3. Czy te pieski to Gog i Magog? Nigdy nie pamiętam, który patrzy w którą stronę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to Gog i Magog. Magog jest na zdjeciu po lewej stronie, a Gog po prawej. We wpisie "Ciag dalszy" jest zdjecie Magoga, ktory znajduje sie w Muzeum Dziedzictwa Lucy Maud Montgomery.

      Usuń
    2. Później doczytałam... :)
      Z innej beczki:
      Przyzwyczaiłam się do starego tłumaczenia "Ani" i teraz dziwnie mi się czyta Wymarzony domek i Rillę, w których zmieniają się imiona bohaterów. Czy to tylko moje odczucie?
      "Tak, Ks..sysiu" było takie słodkie...

      Usuń
    3. Chyba kazdy przyzwyczail sie do tych starych tlumaczen. Mam podobnie z imionami bohaterow i miejsc.

      Usuń
  4. Imiona i nazwy to jedno, jakoś można przeboleć fakt, że Ewa nagle zmienia się w Leslie, ale współczesne, dość kolokwialne wyrażenia typu "wciskać na siłę" czy "nadajemy na jednej fali" (przed wynalezieniem radia!!!) są nie do zniesienia.
    Zdarzają się też potwornie niezręczne lapsusy, np. w starym tłumaczeniu "Ani z Szumiących Topoli" mieliśmy dzbanek błękitny "jak jajeczka raszki", w nowym jest on niebieski "jak jaja dzięcioła".
    A już szczytem wszystkiego jest scena pożegnania Ani z Wymarzonym Domkiem. Padają tam słowa "szary deszcz będzie go grzmocił". No ludzie kochani, wymiękłam!!! Widać, że tłumaczce zabrakło elementarnego wyczucia słowa.

    Bernadetko, Twojego bloga odkryłam teraz, błądząc po necie dla zabicia czasu (od ośmiu godzin co 15 minut muszę podawać kotu lekarstwo). Przeniosłam się w dawne czasy, przypomniałam sobie czarowną krainę Ani, rozmarzyłam się - dzięki Tobie! Wszystko wygląda ZUPEŁNIE inaczej, niż sobie wyobrażałam, kompletnie odmienna architektura i otoczenie domów, po prostu inny świat.
    A Wyspa Księcia Edwarda - zachwycająca i do pokochania miłością namiętną.
    Dziękuję Ci za ten blog, wpisy i zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze, ze zostawilas slad swojej obecnosci na blogu :) Oj, te jajeczka... A sa naprawde blekitne. Jakies 3 lata temu drozd wedrowny(Turdus migratorius) zrobil sobie gniazdko pod moja weranda, wiec widzialam na wlasne oczy te jajka. W oryginale chodzi oczywiscie o jajka drozda.

      A gdzie bylo o nadawaniu na jednej fali, bo nie kojarze... :)

      A co do piekna Wyspy, to oczywiscie zgadzam sie w 100%, ze zachwycajaca i kradnie cale serce :)

      Pozdrawiam serdecznie i zycze zdrowka dla kotka!

      Usuń