wtorek, 17 grudnia 2013

Rozmaitości

Z radością informuję, że piasek z Wyspy Księcia Edwarda dotarł do Zwyciężczyni losowania, a także do Osoby, której komentarz najbardziej mi się spodobał. Dodatkowo wysłałam też cząstkę Wyspy pewnej bardzo marzycielskiej Blogerce, którą poznałam dzięki temu blogowi. Nie wiem, co dokładnie jest w tym piasku, ale zachwytom nie było końca :) Cieszę się, że niektórzy potrafią zachwycać się takim drobiazgiem. W dzisiejszym świecie jest to prawdziwa sztuka. Czuję, że czerwony piasek z Wyspy znalazł się dokładnie tam, gdzie miał się znaleźć – u prawdziwych Wielbicielek Ani, Lucy Maud Montgomery i Wyspy Księcia Edwarda.

Jakieś 3 tygodnie temu udało mi się zdobyć kolejną adaptację „Ani z Zielonego Wzgórza” dla dzieci. To już trzecia. Wychodziłam właśnie z Barnes and Noble, kiedy mój wzrok padł na pięknie wydane adaptacje książek dla dzieci. Bardzo ładne ilustracje i żywe kolory, jakie zauważyłam w pierwszej z brzegu książeczce sprawiły, że zaczęłam szukać wszystkich dostępnych tytułów. Na samym końcu, pod stosem „Tajemniczych ogrodów”, znalazłam pomarańczową książeczkę :) Bardzo mnie to ucieszyło, gdyż zauważyłam, że pomimo tego, iż „Ania z Zielonego Wzgórza” została wydana w 1908r. w Bostonie, niezbyt wielu Amerykanów zna tę książkę. Oczywiście „Ania” znalazła się w zbiorze wybranych książeczek. Kiedy płaciłam, kasjerka zapytała, czy nie chciałabym podarować jakiejś książki szpitalowi dziecięcemu. Zapytałam, czy mogę wybrać, jaka to będzie książka. Po otrzymaniu twierdzącej odpowiedzi bez wahania sięgnęłam po jeszcze jedną „Anię” :) Cała Polska czyta Anię, więc czas zacząć ten trend również za Oceanem :)
 


 

sobota, 14 grudnia 2013

Anielskie Anie

Bardzo długo nie pisałam. Najpierw emocjonowałam się aukcją, a później walczyłam z chorobą. Czuję się już znacznie lepiej, więc czas na małe podsumowanie. :) Dziękuję wszystkim Wielbicielom Ani, którzy licytowali pamiątki z Wyspy Księcia Edwarda oraz przedmioty związane z Anią na naszej aukcji charytatywnej. Udało się zebrać dużo pieniędzy na leki i Ania w tym bardzo pomogła. Mam nadzieję, że cieszą Was wszystkie wygrane przedmioty tak bardzo, jak mnie cieszy Anielska Ania. Co prawda dostanę ją dopiero w przyszłym roku jako prezent urodzinowy, ale jestem przeszczęśliwa, że udało się ją wygrać.



Na naszej aukcji Anielska Ania poszła za 295 zł. Od stycznia każda Wielbicielka Ani będzie mogła sobie zamówić swoją własną Anielicę Anię. I choć moja jest oczywiście najbardziej wyjątkowa i najpiękniejsza, każda kolejna stworzona w Aniołowie będzie wspaniałym prezentem dla każdego, kto pokochał rydowłosą Anię :) Cena Anielskiej Ani z Filipowego Aniołowa to 150 zł i już można składać zamówienia u Mamy Filipa. Czas, aby Ania pomogła Filipkowi...

Już w styczniu będzie można stać się właścicielem takiej piękności :)
 
 
Wystarczy skontaktować się z Mamą Filipka. Zapraszam na stronę na FB:

 
 

sobota, 23 listopada 2013

Startujemy!

Dziś rozpoczęła się długo przygotowywana aukcja na Allegro! Zapraszam wszystkich, którzy są Wielbicielami Ani z Zielonego Wzgórza. Z całą pewnością znajdziecie na niej coś wyjątkowego. Święta niedługo, więc być może poza rzeczami związanymi z Anią wpadnie Wam w oko jakiś afrykański bibelot, książka z autografem (bardzo gorąco polecam wszystkie książki, które wystawiliśmy na aukcji!) czy też nietuzinkowa biżuteria. Rzeczy jest sporo – gorąco zachęcam więc do odwiedzenia naszych aukcji na Allegro:



Powodzenia!!

środa, 13 listopada 2013

Wyniki losowania!

 
Dziękuję wszystkim, którzy zgłosili chęć wzięcia udziału w losowaniu słoiczka z piaskiem i kamykiem z Wyspy Księcia Edwarda. Wczoraj odbyło się losowanie i słoik powędruje do Marysi. Bardzo proszę Marysię o przesłanie adresu do wysyłki i gratuluję :)

Troszkę inny słoik, ale z identyczną zawartością trafi do Pattylein, której wpis bardzo mnie wzruszył. Wiem, że dla Pattylein ten maleńki kawałek Wyspy Księcia Edwarda ma ogromną wartość i cieszę się, że za moim pośrednictwem udało się spełnić jedno marzenie.
 
Pozdrawiam wszystkich, którzy tu zaglądają. Bardzo mi miło Was gościć na tym blogu, który zaczęłam pisać z myślą o 20 znajomych mi Wielbicielach Ani. Mam nadzieję, że udało mi się przybliżyć Wam atmosferę Wyspy Księcia Edwarda i miejsc związanych z Lucy Maud Montgomery oraz z Anią. Być może dzięki tej wirtualnej podróży również i Wy zapragniecie odwiedzić w przyszłości to magiczne miejsce...
 
Adresy do wysyłki można przesłać na adres: info@choosinghope.org

wtorek, 5 listopada 2013

Zaproszenie

Już 23 listopada rozpocznie się Aukcja Charytatywna na Allegro, której jestem organizatorką, a w której pomaga mi wiele wspaniałych osób. Zapraszam wszystkich, którzy interesują się Anią z Zielonego Wzgórza, gdyż właśnie z myślą o Wielbicielach Ani przygotowałam kilka przedmiotów na aukcję. Mam nadzieję, że znajdą one nabywców wśród licznej grupy Sympatyków Ani i Lucy Maud Montgomery.

Kilka tygodni temu napisałam na tym blogu, iż będzie można powalczyć nawet o słoik z piaskiem z Wyspy Księcia Edwarda wraz z czerwonym kamykiem. Przemyślałam jednak sprawę i wydaje mi się, że ten fant powinien trafić do kogoś, kto bardzo by go chciał. Wśród wszystkich, którzy zgłoszą w komentarzu chęć otrzymania słoika z czerwonym piaskiem z Wyspy, wylosuję jedną osobę, która dostanie ten prezent prosto z Wyspy Księcia Edwarda. Zapraszam więc do pozostawienia komentarza i udziału w zabawie :) Wszystkich zapraszam również na zwiastun naszej aukcji – mamy sporo naprawdę interesujących przedmiotów.


Zwiastun aukcji na youtube: http://www.youtube.com/watch?v=VtLCOiK6vrk
 
 

wtorek, 29 października 2013

Aukcja, aukcja

Dziś bardzo krótki wpis, bo siedzę po uszy w sprawach aukcji, która już wkrótce na Allegro. :) Dostałam jednak projekt kalendarza od jednej z Adopcyjnych Mam i pomyślałam, że właśnie tutaj powinnam go zamieścić. Już bardzo niedługo będzie można powalczyć o ten piękny (proszę wybaczyć mi ten zupełny brak obiektywizmu) kalendarz, dzięki któremu każde miejsce nabierze atmosfery Avonlea i Zielonego Wzgórza. Mam nadzieję, że jakiś prawdziwy wielbiciel Ani wygra ten śliczny kalendarz (znów brak obiektywizmu :)). Kalendarz ma format A3, więc jest sporych rozmiarów.
 
 











 
 
Pani Sylwia Kaczmarska ofiarowała na aukcję swoją ilustrację do „Ani z Zielonego Wzgórza”. Ilustracja jest z autografem. Sama szykuję się do walki o nią. Wiem, że nie będzie łatwo...
 

 

piątek, 25 października 2013

2 wiadomości

Wczoraj, będąc w windzie w Centrum Handlowym, przypomniałam sobie, że miałam zamieścić na blogu 2 świeże informacje. Okazuje się, że Montgomery to również nazwa firmy produkującej windy :) Wcześniej nigdy nie zauważyłam tej nazwy. A od Montgomery do Avonlea już bardzo krótka droga, więc jestem tu ponownie z dwoma wiadomościami.
 
Po pierwsze Wydawnictwo „Skrzat” ujawniło okładkę „Ani z Avonlea”. Kiedy skontaktowałam się pierwszy raz z Panią Sylwią Kaczmarską, kończyła wówczas pracę nad ilustracjami do drugiego tomu. Teraz w końcu można podziwiać to, nad czym wówczas pracowała.
 
 

Druga istotna dla wielbicieli Lucy Maud wiadomość to zapowiedź książki dla młodzieży inspirowanej życiem autorki. Książka ta ma obejmować lata 1888-1892, czyli będzie historią nastoletniej Maud. Będą to perypetie szkolne (i romantyczne) z 3 lat spędzonych w Cavendish na Wyspie Księcia Edwarda, kiedy Maud mieszkała z dziadkami oraz z czasu spędzonego w Prince Albert w Saskachewan, gdzie mieszkała z ojcem i jego drugą rodziną (podróż do Saskachewan młodziutka Maud odbyła z dziadkiem – Senatorem Montgomery). Powieść zostanie wydana w 2015 roku, a pisanie jej zlecono Melanie Fishbane. Czekamy więc na książkę, która być może w przyszłości doczeka się ekranizacji.

poniedziałek, 14 października 2013

Wyczekiwana przesyłka

Przedwczoraj pisałam o przesyłce z Wyspy, a dziś będzie o innej przesyłce... Długo wyczekiwana przeze mnie „Ania z Zielonego Wzgórza” w tłumaczeniu p. Pawła Beręsewicza dotarła w końcu do mnie i od razu zachwyciło mnie to nowe wydanie. Widziałam sporo zdjęć tej książki zanim zobaczyłam ją na własne oczy, ale żadne z nich nie oddaje jej piękna. Twarda oprawa, piękne ilustracje, gruby kredowy papier, elegancka czcionka i duży format książki sprawiają, że książka ta jest wyjątkowa. Jest to jedna z tych książek, przed czytaniem których myje się ponownie ręce, aby przypadkiem nie pobrudzić jej śnieżnobiałych stron, a każdą kartkę przewraca się w ten specyficzny sposób, który gwarantuje, iż nie wyrządzi się jej żadnej krzywdy (zakładam, że każdy ma ten swój własny sposób :)).
 
Nie mam niestety wydania „Ani z Zielonego Wzgórza”, które przeczytałam jako pierwsze. Było to wydanie z 1976r. w twardej oprawie, które wraz z „Anią z Avonlea” podarował mi mój kuzyn w czasach, kiedy szczytem moich ambicji powinna była być samodzielna lektura książeczek z cyklu „Poczytaj mi mamo”. Ten, być może zbyt wczesny, prezent spowodował, że zaledwie 3 lata później, jako 9-latka, przeżywałam wzloty i upadki wraz z rudowłosą sierotką z Kanady. Mniej więcej w tym czasie zrodziło się moje marzenie odwiedzenia Wyspy Księcia Edwarda, które zdradzane szeptem w poważnych rozmowach z sąsiadkami sprawiało, że te ostatnie unosiły wysoko brwi wątpiąc w moje słowa. Całkiem niedawno jedna z nich przypomniała mi o tym (bo ja tylko pamiętam, że dosyć szybko zaliczyłam „Anię”), dodając, że i ona była w gronie niedowiarków. Przyznam, że i mnie nachodziły chwile zwątpienia. Kiedy zaczęłam uczyć się języka angielskiego w liceum, jedno z pierwszych wypracowań w tym języku napisałam na temat miejsc, które chciałabym w przyszłości odwiedzić. Pamiętam dokładnie, że numerem jeden nadal była Wyspa Księcia Edwarda, ale pojawiło się wytłumaczenie, że marzę o niej od wieku pacholęcego, jednak będąc u progu dorosłości muszę realistycznie spojrzeć w przyszłość, która najprawdopodobniej z Wyspą zbyt wiele wspólnego nie będzie miała. Okazuje się jednak, że czasem wiemy o wiele więcej jako dzieci – pewnie dlatego, że wówczas z racji wzrostu nie mamy okazji zbyt często oglądać unoszonych brwi niedowiarków :)

Wracając jednak do nowego pięknego wydania „Ani z Zielonego Wzgórza – prezentuję wspólne zdjęcie 3 wydań i od razu widać, że moje zachwyty są w pełni uzasadnione.





To, czego nie zauważyłam na wcześniejszych zdjęciach, to cytaty z książki wplecione w rude włosy Ani na okładce. Również na jej twarzy pojawiają się pojedyncze litery – kolejny interesujący element szaty graficznej.
 

 

 
 
Sama Ania była z pewnością dla Pani Sylwii Kaczmarskiej największym wyzwaniem. Jak przedstawić postać, którą każda wielbicielka albo sama dokładnie sobie wyobraziła, albo posiłkuje się Anią z filmów Sullivana? Moim zdaniem udało się tego dokonać i Ania z najnowszego polskiego wydania jest jedną z najbardziej udanych prób przedstawienia bohaterki stworzonej przez LM Montgomery. 





Wszystkie ilustracje są wyjątkowe i kilka z nich już wstawiałam na blogu wraz z krótkim wywiadem z Panią Sylwią Kaczmarską. Jednak teraz chciałam wspomnieć o przepięknych ilustracjach kwiatów, które pojawiają się na stronach kończących rozdziały. Każdy, kto był na Wyspie Księcia Edwarda, wie, jak ważną jej ozdobą są kwiaty. Również Maud uwielbiała kwiaty – od pelargonii w doniczkach po ogród kwiatowy, którym się osobiście zajmowała. Zarówno na Zielonym Wzgórzu, jak i w miejscu, gdzie znajdował się dom dziadków Maud częścią scenerii są właśnie kwiaty. Nie mogło więc ich również zabraknąć w książce. Szczególnie spodobała mi się ilustracja łubinu, który na stałe wpisany jest w krajobraz Wyspy. Myślę, że umieszczenie tej ilustracji nie było przypadkowe.


 





Jak widać, strona graficzna książki jest ucztą dla oka. Dzięki nowemu tłumaczeniu Ania z lekko przykurzonej postaci z przełomu XIX i XX wieku staje się żyjącą istotą, której losy zaciekawją również współczesnego młodego czytelnika. Przeczytałam ją z wielkim zainteresowaniem i porównywałam z wersją Rozalii Bernsteinowej oraz z oryginałem. Z czystym sumieniem polecam tę wersję wszystkim – i tym, którzy sięgają pierwszy raz po Anię, jak i tym, którzy co jakiś czas odświeżają sobie jej przygody. Ja natomiast przygotowałam sobie już całkiem nową półeczkę i mam ogromną nadzieję (tutaj wielki uśmiech do Wydawnictwa „Skrzat” :)), że półka ta wypełni się całą serią książek o Ani w nowym tłumaczeniu i szacie graficznej.

 
 

sobota, 12 października 2013

Przesyłka z Wyspy


Dziś doszła do mnie paczuszka od Roberta Montgomery, która nieśmiało przypomniała mi o tym, że nie samą aukcją człowiek żyje :) Dobrze, że pomiędzy moimi wizytami życie na Wyspie płynie swoim torem – z pewnością to ja bardziej przeżywam tę rozłąkę... Wracając jednak do przesyłki... Chwilkę pooglądałam sobie ją z zewnątrz i poprzeżywałam to, że ktoś spokrewniony z wielką pisarką własnoręcznie zaadresował przesyłkę do mnie. Pewnie większość ludzi podeszłaby do tego normalnie, ale ja bardzo przeżywam takie chwile. Przesyłka od Roberta Montgomery! MONTGOMERY! :) Zastanawiam się teraz, czy nie zostawić sobie na pamiątkę papieru, którym opakowane było pudełko :)

 
 
A skoro dziś mowa o Robercie Montgomery, to postanowiłam przedstawić kilka dodatkowych zdjęć z dnia, w którym go poznałam w Muzeum Dziedzictwa LM Montgomery znajdującym się w domu dziadka Maud – Senatora Donalda Montgomery. Dom ten był inspiracją dla Złotego Brzegu i w nim mała Lucy Maud (tak o niej mówi Robert) pierwszy raz zetknęła się z serwisem w pączki róż, z porcelanowymi psami „Gogiem” i „Magogiem” oraz z porcelanowym koszykiem z owocami, który pojawił się w „Historynce”. W domu tym można również zobaczyć sypialnię, w której spała Maud podczas odwiedzin w domu Senatora.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

W to niedzielne sierpniowe popołudnie miałam z Robertem Montgomery również trudną rozmowę na temat śmierci pisarki. Robert stwierdził wówczas, iż nie ma wątpliwości, że Lucy Maud zmarła na skutek przedawkowania leków, jednak w jego rodzinie panowało przekonanie, iż nie była to próba samobójcza. Wg ustaleń matki Roberta w ostatnich miesiącach życia autorka najprawdopodobniej cierpiała na demencję bądź chorobę Alzheimera. Jej sąsiadka, z którą rozmawiała matka Roberta po śmierci pisarki, twierdziła, że zdarzało się, iż Maud przychodziła do niej 2–3 razy dziennie i witając się, komentowała, jak dawno się nie widziały. Pisarka zapominała więc o tym, co robiła przed kilkoma godzinami – niewykluczone, że tego feralnego dnia w kwietniu 1942 r. kilka razy zażyła lekarstwa, zapominając, iż zrobiła to już wcześniej. Takie wytłumaczenie satysfakcjonuje rodzinę pisarki, więc i dla mnie jest ono wystarczające. Wolę wierzyć, że nie targnęła się ona na swoje życie pomimo tego, iż przez jego większość cierpiała na depresję, a jej wrażliwa marzycielska dusza została uwięziona w różnych życiowych rolach, z których wiele było powodem ciągłego rozczarowania. Najważniejsze, że zostawiła nam Maud Anię i nauczyła nas marzyć...

piątek, 4 października 2013

Aukcyjnie

Trochę jestem ostatnio zajęta i dlatego tak cichutko na blogu z Avonlea. Najwięcej czasu przeznaczam obecnie na przygotowanie aukcji, w której, jak już pisałam, znajdzie swe miejsce również Ania :). W tym tygodniu dotarł piękny dar na aukcję od Pana Pawła Beręsewicza – nowe tłumaczenie „Ani z Zielonego Wzgórza” z dedykacją i autografem Tłumacza. Kto jeszcze się waha, czy warto stać się posiadaczem tego tłumaczenia w pięknej oprawie graficznej, będzie miał okazję zakupienia tej książki w ramach pomocy dla Afryki :) Czy trzeba dodatkowej motywacji? Dziękuję Panu Pawłowi z całego serca za ten prezent na aukcję.
 

 

 
Książka jest przepiękna – tak piękna, że egzemplarz wysłany do mnie zainteresował Panów Celników w Nowym Jorku, którzy pewnie dzięki niej zaczną się uczyć polskiego :) Nic, cierpliwie czekam... Może jutro ją dostanę :)
 
A skoro mowa o tym, jak piękna jest ta książka, to wspomnę również, że i Pani Sylwia Kaczmarska coś mi podarowała. Oj, będzie interesująco... Sama obmyślam taktykę, jak zdobyć choć jeden przedmiot...
 
Anielska Ania z „Filipowego Aniołowa” czeka cierpliwie na informację, gdzie się wybierze tym razem w podróż. Torba oczywiście spakowana, a w sercu wielka nadzieja, że trafi do dobrych ludzi. Ania wystawiona będzie na aukcji wraz z piękną bajeczką, która trafiła do mnie zupełnie niespodziewanie przed kilkoma dniami dzięki temu, że zamieściłam informację o Anielicy Ani na blogu. Pani Marzena, która czasem pisze bajeczki o Filipowych Aniołach, stworzyła też jedną o Ani (sama też jest wielbicielką LM Montgomery). Bajeczka ta bardzo mi się spodobała, więc za zgodą Autorki (serdecznie pozdrawiam Panią Marzenę i dziękuję!) zamieszczam na blogu:
 
Bajka o tym jak garść szczęścia kroczy za parą rudych warkoczy

Ogromne skrzydła warkocze rude
Piegi na nosie nożyny chude
W jednej rączynie stara walizka
W drugiej płomienne serduszko ściska
Czyj to portrecik nam się wyłania
Ta anieliczka to przecież Ania
I choć nie bardzo lubi podróże
Jednak opuści Zielone Wzgórze
I zrobi wszystko co jest w jej mocy
Bo Filip czeka od niej pomocy
Na zaproszenie więc tylko czeka
Choćby i podróż była daleka
Cóż że walizka jej taka mała
Jednak zaveskę w nią spakowała
A jak przyjedzie to wam opowie
O tym jak ważne jest w życiu zdrowie
I razem z parą rudych warkoczy
Szczęście do domu waszego wkroczy


                          Autor: Marzena Górska
 




Ten piękny Anioł pomógł już Filipkowi, a teraz pomoże dzieciom w Afryce i wniesie dużo szczęścia do domu osoby, która wygra go na licytacji. Bo dobro zawsze powraca, a dobro pomnożone powraca z dużą mocą.

 
Pozdrawiam serdecznie Panią Marzenę, całe Aniołowo wraz z Filipkiem i wszystkich Czytelników.

piątek, 27 września 2013

Ania dla Afryki

Moja przygoda z pisaniem bloga rozpoczęła się w styczniu tego roku, kiedy przygotowywałam się do wyjazdu do Afryki. Od ponad 3,5 roku jestem Wolontariuszką Adopcji Serca prowadzonej przez polskie siostry boromeuszki w Zambii. Obecnie w naszych programach jest ponad 900 dzieci, z czego 250 w misyjnym przedszkolu o nazwie „Arka Noego”. W marcu udało mi się pojechać do Zambii, o czym można przeczytać w blogu „Kierunek Zambia” (link u góry po prawej stronie). Spełniło się wówczas moje wielkie marzenie – zobaczyłam na własne oczy, ile dobrego udało nam się zrobić w tak niedługim czasie. W chwili obecnej prowadzimy rekrutację Rodziców Adopcyjnych dla nowej grupy przedszkolaków – jeśli ktoś z czytających ten blog chciałby uczestniczyć w tym pięknym dziele, zapraszam z całego serca. Ponad 40 dzieci czeka na kogoś, kto da im szansę na normalne dzieciństwo i dzienny posiłek. Szczegóły na stronie www.adopcjaserca.org w zakładce Adopcja Grupowa.
 
Praca w wolontariacie to sposób na poznanie wielu wspaniałych ludzi. To właśnie moi „adopcyjni” znajomi namówili mnie na pisanie bloga z podróży na Wyspę i zawsze wiernie towarzyszą mi w realizowaniu wszystkich szalonych pomysłów :) Wielu z nich to wielbiciele Ani, z których emanuje dobro i życzliwość. Dzięki nim każdego dnia przekonuję się, że na świecie jest wiele wrażliwych i marzycielskich pokrewnych dusz. :)

Długo myślałam nad tym, jak połączyć moją miłość do Wyspy Księcia Edwarda z miłością do Afryki, jak połączyć sympatycznego rudzielca z Kanady z inicjatywą, która jest tak bliska memu sercu... Kiedy robi się coś z potrzeby serca, to często zdarza się, że niemożliwe staje się możliwe. :) Tak było i tym razem.
 
Już w listopadzie będzie okazja zobaczyć, jak Ania może pomóc Afryce. Planuję bowiem aukcję charytatywną, na której będzie można powalczyć o pamiątki z Wyspy Księcia Edwarda, a także unikatowe przedmioty, które będą gratką dla kolekcjonerów. Repliki „Goga” i „Magoga” (których jest na świecie poniżej 1000 sztuk, a które można dostać tylko w Muzeum Roberta Montgomery), kubek z Zielonego Wzgórza, rocznicowe wydanie „Anne of Green Gables” z ilustracjami, jakie pojawiły się w wydaniu z 1908 roku, „Dzienniki Wybrane” LM Montgomery z czasów, kiedy mieszkała ona na Wyspie Księcia Edwarda, „Ania z Avonlea” w nowym tłumaczeniu p. Beręsewicza od Wydawnictwa Skrzat, a nawet piasek i kamyk z Wyspy – coś dla tych, którzy wiedzą, iż z różnych przyczyn nie uda im się spełnić tego marzenia...

 
 




Najbardziej zaciętą walkę przewiduję o Anielską Anię, którą zrobiły na naszą aukcję Babcia i Mama Filipa Kozłowskiego – chłopca chorego na niezwykle rzadką chorobe Niemanna Picka C. Babcia Filipa tworzy przepiękne Anioły, które następnie trafiają do osób wpłacających na konto Filipa darowizny na lek pod nazwą Zavesca. Miesięczna terapia to koszt ponad 40 tys. zł – kwota niewyobrażalna, którą trzeba zdobyć, aby dziecku się nie pogarszało. W tej walce o środki na lek Mama i Babcia Filipka przyjęły z radością moje wyzwanie i oto powstała Anielska Ania, która pomoże Filipowi oraz dzieciom i chorym w Afryce. W poniższej wersji powstała tylko jedna Ania – będzie o nią można powalczyć w listopadzie na Allegro. Jeśli ktoś chciałby zamówić inne Anioły, to gorąco polecam stronę „Filipowego Aniołowa” na Facebooku: