niedziela, 25 sierpnia 2013

Ciąg dalszy

Dziś miał być dzień przede wszystkim wakacyjny – Wyspa ma tyle pięknych miejsc, że grzechem byłoby ich nie zaliczyć. Miałam więc zaplanowane tylko 2 krótkie (5–10 minut na każdą) wizyty związane z Lucy Maud Montgomery. Po pierwsze odwiedziłam dom rodzinny Maud w Cliffton (obecnie New London), gdzie pisarka przyszła na świat 30 listopada 1874r. Jak pisałam wcześniej, czas spędzony przez Maud w tym domu nie był długi. Kiedy dziewczynka miała 21 miesięcy, zmarła bowiem jej 23-letnia mama, a Maud została oddana na wychowanie dziadkom ze strony matki. Niemniej jednak dom ten ma znaczenie dla wielbicieli autorki, gdyż to właśnie w nim rozpoczęło się jej życie i w nim maleńka Maud doświadczyła ciepła rodzinnego domu; ciepła, którego jej później często brakowało w domu surowych dziadków. Podczas dzisiejszej wizyty w domu rodzinnym Maud myślałam o tym, że właśnie w nim wypowiedziała ona pierwsze słowa, zrobiła pierwsze kroki i przeżyła ogromną stratę. Ciekawe, jak potoczyłyby się losy dziecka, gdyby nie zmarła jej mama... Czy i wówczas Maud byłaby genialną pisarką?



W domku można zobaczyć replikę ślubnej sukni Maud i organy, na których grano hymn podczas zaślubin. Poza tym można zobaczyć pokój, w którym urodziła się Maud. Żaden eksponat (poza organami) nie jest oryginalny. Wszystkie z nich zostały, podobnie jak w przypadku Zielonego Wzgórza, podarowane przez lokalne rodziny, które dysponowały sprzętem z tamtej epoki.
  





Kolejna dzisiejsza wizyta była miłą niespodzianką... Nastawiałam się na Muzeum Ani z Zielonego Wzgórza, kiedy zauważyłam, że Muzeum Dziedzictwa LM Montgomery (to, które zostało wystawione na sprzedaż) jest dziś otwarte. Nie wiedząc, czy już za kilka miesięcy muzeum nie zostanie przekształcone w hotel, skierowałam swe kroki do domu Senatora Mongomery, czyli dziadka Maud. Była to trafna decyzja. W muzeum poznałam Roberta Montgomery, prawnuka senatora, który oprowadził nas po domu, do którego Maud często jeździła ze swoim ojcem. Dom ten również stanowił inspirację dla Złotego Brzegu, w którym Ania zamieszkała z Gilbertem. Najważniejsze jest jednak to, że całe wyposażenie i wszystkie eksponaty są oryginalne. Robert, widząc moje zainteresowanie tematem, pokazał mi nawet, w jaki sposób Maud lubiła trzymać filiżankę do światła i przyglądać się swoim palcom. :) Tego nie wyczyta się w żadnej książce, dlatego niesamowicie jest mi smutno, że za kilka miesięcy ktoś inny przejmie to miejsce i nie będzie już takich opowieści.





Czas zatrzymał się w domu rodziny Montgomery. Wchodząc do niego, znajdujemy się w epoce Lucy Maud Montgomery. Jest tu wiele rzeczy, które Maud widywała podczas swoich wizyt,  niektóre z nich wykorzystała nawet w swoich książkach. Wielbiciele Ani odnajdą je na poniższych zdjęciach, zaś mnie najbardziej zauroczył Magog, sypialnia Maud, biblioteczka, jadalnia z serwisem w pączki róż  i „biblia” rodziny Montgomery, w której Senator Montgomery odnotowywał przepięknym charakterem pisma narodziny wszystkich swoich dzieci. Ojciec Maud to Hugh John, który przyszedł na świat w 1841 r., zaś dziadkiem Roberta był James, urodzony w 1850r.










Zabawiłam w muzeum prawie godzinę. Była to niezwykła godzina w moim życiu. Robert z całą pewnością zna Józefa. Pod koniec razem szukaliśmy, czy w biblioteczce jest wydanie Ani z 1908 roku :) Okazało się, że jest to wydanie z 1908 roku, ale 11-ty dodruk. Robert powiedział mi natomiast, że jeden egzemplarz pierwszego wydania poszedł za 38 tys. dolarów. Ciekawe, za ile poszedłby Magog, który trafił do rodziny Montgomery w 1775 roku?



W sklepiku zakupiłam replikę Goga i Magoga. Nie były tanie, gdyż Robert nie chciał, aby były produkowane masowo w pewnym kraju, który znany jest z masowej produkcji. Zaproponowano mu jakiś czas temu ich produkcję na wielką skalę, dzięki czemu jego koszt wyniósłby niecałe 2 dolary za sztukę. Robert jednak chciał reprodukcje wysokiej jakości tworzone na Wyspie i sam płaci 16 dolarów za zestaw, aby móc je później sprzedawać z niewielką marżą.
Rozmawialiśmy o wielu sprawach, jak to bywa między ludźmi znającymi Józefa. Mam nadzieję, że czasem wymienimy w przyszłości e-maile. Dom będzie sprzedany przed zimą, a ja wiem już teraz, że jeśli nie trafi do kogoś, kto podejmie się kontynuacji tego pięknego dzieła zachowania miejsca ważnego dla Maud, będzie mi niesamowicie przykro. Wizyta w nim pozostanie na zawsze w mojej pamięci.

Może ktoś z Polski chciałby zainwestować w muzeum na Wyspie Księcia Edwarda?

Z serii „Dlatego właśnie kocham tę Wyspę” kilka zdjęć z dzisiaj :):)






 

2 komentarze:

  1. Z tego bloga widać, jak bardzo Bernadko, czujesz epokę. Myślę, że świetnie byś się w niej odnalazła, zresztą jak większość z nas, czytelników tego bloga). Smutne jest tylko to, że można utracić fragmenty tego literackiego dziedzictwa, jeśli przejmą je nieodpowiedni ludzie. Miejmy jednak nadzieję, że wyjątkowość tego miejsca oczaruje wyjątkowych ludzi, dla których "słowo jest droższe pieniędzy", jak mawiał Pawlak w filmie "Kochaj albo rzuć".

    OdpowiedzUsuń
  2. Miejmy nadzieje, ze muzeum przejmie ktos odpowiedni i ze dzieki tej osobie miejsce to przezyje druga mlodosc.

    OdpowiedzUsuń