sobota, 24 sierpnia 2013

Avonlea


Dziś rozpocznę trochę nietypowo – od zdjęcia. Zrobiłam je w Wiosce Avonlea i pomyślałam, że pasuje ono do tego bloga, na którym opowiadam historię moich podróży śladami Maud i Ani. Jest to równocześnie historia o spełnianiu marzeń – bez nich nie byłoby ani moich podróży, ani tego bloga...



Zrobiłam dziś ponad 400 zdjęć. Po dokonaniu selekcji zdjęć, które chciałabym zamieścić na blogu okazało się, że jest ich zbyt wiele (bo 88 zdjęć to zdecydowanie zbyt dużo). Kolejne 2 cięcia i mam mniej więcej to, co konieczne. :)

Udało mi się dziś odwiedzić miejsce, w którym stał dom dziadków Maud, czyli dom, w którym mieszkała pisarka od okresu niemowlęcego. Jak już wspominałam, dom ten niestety obecnie nie istnieje. Zostały po nim fundamenty i widoki, jakimi miała okazję rozkoszować się pisarka. Można również zobaczyć studnię, z której autorka Ani czerpała wodę, posłuchać szumu drzew, do których Maud miała wyjątkowo osobisty stosunek, podziwiać gatunki kwiatów, jakie towarzyszyły pisarce i odwiedzić księgarnię, w której zazwyczaj można spotkać kogoś spokrewnionego z Maud i posłuchać jego opowieści o latach spędzonych przez LM Montgomery w Cavendish. W Cavendish powstały 4 części Ani, wśród nich oczywiście ta najważniejsza – „Ania z Zielonego Wzgórza”. Niewiele osób odwiedza to miejsce, w porównaniu z Zielonym Wzgórzem. Miejsce to nie jest nastawione na komercję (nawet opłata pobierana jest w oparciu o uczciwość osób, które do niego docierają). Prawie 30 lat temu Jennie i John Macneill (krewni Maud) postanowili, że udostępnią to miejsce do zwiedzania wielbicielom autorki, aby ci mogli zobaczyć otoczenie, w którym żyła i tworzyła pisarka. Dom był wówczas zupełną ruiną (nikt się nim nie zajmował od 1911 roku), a pole było całkowicie zarośnięte. Dzięki mozolnej pracy własnych rąk dokopali się do fundamentów, zagospodarowali teren i stworzyli księgarnię. Dziś obydwoje są już w podeszłym wieku, ale nadal dbają o ogród i zajmują się miejscem upamiętniającym lata spędzone przed Maud w Cavendish. Obydwoje czują, że właśnie tego chciałaby autorka.
















Kolejną atrakcją na dziś była ponowna wizyta na Zielonym Wzgórzu. Trzecia wizyta, a jednak zupełnie inna. Pierwszy raz zwiedzałam dziś Zielone Wzgórze wraz z tłumami wielbicieli Ani. Zazwyczaj byliśmy na Wyspie we wrzesniu, czyli po sezonie urlopowym. Mogłam wówczas spokojnie się zatrzymać, zrobić zdjęcia, nacieszyć się chwilą. Dziś było zupełnie inaczej. Zrobienie dobrego zdjęcia graniczyło z cudem – całe szczęście dziś był cudowny dzień, więc cudów nie zabrakło.

Czego dowiedziałam się na temat Zielonego Wzgórza? Po pierwsze tego, że Zielone Wzgórze to replika Zielonego Wzgórza z ksiażki o Ani. Zielonego Wzgórze (oczywiście nie nazywane wtedy Zielonym Wzgórzem) to wytwór wyobraźni Maud. Chcąc nie chcąc muszę powrócić do nieszczęsnego tłumaczenia tytułu książki. W wersji oryginalnej książka nosi tytuł „Anne of Green Gables”. Słowo „gable” to określenie używane w budownictwie. Oznacza ono szczyt, czyli górną część fasady znajdującą się pomiędzy krawędziami dwuspadowego dachu. Posiadłość z ksiażki o Ani miała nazwę „Zielone Szczyty”, gdyż jej szczyty (w rozumieniu architektonicznym) były zielone. Nie chodziło więc o żadne wzgórze jako forma ukształtowania terenu. Co ciekawe, dom, z którego wyobraźnia Maud uczyniła „Zielone Szczyty”, nie miał wcale zielonych szczytów. Dziś dowiedziałam się, że autorka sądziła, iż dom kuzynów wyglądałby o wiele lepiej ze szczytami (i dachem) właśnie w tym kolorze. Być może pomysł ten zrodził się, kiedy Maud zobaczyła pnącą roślinność dochodzącą do dachu domostwa. Jednak z cała pewnością nie widziała ona nigdy zielonych szczytów Zielonego Wzgórza. Dopiero po przejęciu domu przez Kanadyjskie Parki Narodowe, dom przekształcono według wyobraźni autorki. Całe wyposażenie domu zostało podarowane przez miejscowe rodziny, które dysponowały sprzętem codziennego użytku i meblami z czasów młodzieńczych lat Maud. Jedynie tapety i dywany były robione na zamówienie, jednak według katalogów z końca XIX wieku. Zapraszam więc na Zielone Wzgórze :)












Przy Zielonym Wzgórzu znajduje się sklep–marzenie dla wszystkich wielbicieli Ani. Zresztą podobnych sklepów jest tu kilka. Sok malinowy (bezalkoholowy oczywiście), kapelusze z warkoczami (których rudy kolor uniemożliwiał Ani odczuwanie prawdziwego szczęścia), kubki z Zielonego Wzgórza, lalki, tabliczka, którą można rozbić na głowie ukochanego, a nawet podróżna torba, w której nie było zbyt wiele rzeczy i którą należało trzymać w odpowiedni sposób ze względu na zepsuty zamek – w to wszystko można się zaopatrzyć w sklepiku na Zielonym Wzgórzu.





W wiosce Avonlea zrobiłam kilka szybkich zdjęć. Było to tuż przed zamknięciem, dzięki czemu uniknęłam tłumów. Oto, co udało mi się sfotografować. :)











Dziś spełniło się również moje marzenie... Odwiedziłam moj Wymarzony Domek... To był cudowny dzień!


5 komentarzy:

  1. Dziękuję Ci Bernadko za tę podróż. Wkrótce będziesz encyklopedią wiedzy na temat Ani i jej życia w Avonlea, o ile już nią nie jesteś. A my zdobędziemy informacje, do których sami nigdy byśmy nie dotarli. A tytuł świadczy o wyobraźni autorki i jej ogromnym marzycielstwie. Czyli tak czy siak była jedną z nas.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdjęcia przecudne!!! Widoki niesamowite a opowieść, niosąca magię miejsca! Dziękuję z całego serca!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje za tak pozytywny odbior :) Ciesze sie, ze podoba sie moja opowiesc i zdjecia.

      Usuń
  3. Po prostu dziękuję

    OdpowiedzUsuń