sobota, 16 lipca 2016

Ciąg dalszy


Piątek był dniem wypełnionym prawdziwą magią. Przy Księżycowym Nowiu zadziała ona ze zdwojoną siłą... Nagle zmaterializował się strój Emilki i po kilku minutach przebrana w niego Ruby pozowała już do zdjęć, z których jedno trafi na okładkę nowego wydania „Emilki z Księżycowego Nowiu” :) 



Wstępny projekt


Miałam w planie jeszcze dwie plaże, ale niestety nie mieliśmy na nie czasu. W Springbrook na szybko pożegnaliśmy się i goście pojechali na obiad do Charlottetown, a my mieliśmy kilka minut, aby troszkę odsapnąć. Wielkimi krokami zbliżał się koniec naszej wizyty na Wyspie, więc ekspresowo zregenerowaliśmy siły, zjedliśmy szybki posiłek i wyruszyliśmy zaliczać kolejne atrakcje... Wakacje w moim towarzystwie bywają męczące... :)

Tuż przy Moim Wymarzonym Domku znajduje się cmentarz, na którym spoczywa przyjaciółka i zarazem kuzynka Maud — Frederica Campbell. Strata kuzynki w styczniu 1919r. była ogromnym ciosem dla Maud. Wraz z Frede odeszły w przeszłość radosne chwile towarzyszące ich spotkaniom. Służące z Leaskdale doskonale pamiętały dźwięczny śmiech, który rozlegał się na plebanii ilekroć gościła na niej krewna z Wyspy Księcia Edwarda. Na zaniedbanym nagrobku w Springbrook widnieje epitafium — modyfikacja wersu z „Makbeta”:

After life's fitful fever she sleeps well”*

Piszę o tym, gdyż życzeniem pisarki było, aby i na jej nagrobku pojawiło się takie samo epitafium. Niestety w kwietniu 1942r., kiedy Maud wróciła pośmiertnie na Wyspę, nikt nie wiedział, że takie było jej życzenie. Od dawna cierpiący na depresję wielebny Ewan Macdonald nie wiedział chwilami, w czyim pogrzebie uczestniczy, zaś synowie Maud mieli inne sprawy na głowie — Chester z pewnością zastanawiał się, jak potoczą się jego losy bez wsparcia matki, zaś Stuart winił się, że będąc lekarzem nie zauważył, jak pogorszył się stan Maud.

Ilekroć odwiedzam cmentarz w Cavendish, zastanawiam się, dlaczego po latach nie została spełniona wola słynnej pisarki. Smutna jest świadomość, jak niewielki wpływ mamy na to, co stanie się po naszej śmierci...

Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, kiedy dotarliśmy do Cavendish. Najpierw odwiedziliśmy miejsce, w którym wychowała się Maud. Po domu dziadków Macneill pozostały jedynie fundamenty, jednak studnia, z której pisarka czerpała wodę, drzewa, które tak ubóstwiała i ścieżki, którymi chadzała są dowodem na to, że ponad 30 lat z biografii Maud właśnie tu miało miejsce. Jej duch jest tam zawsze obecny.










Następnie pojechaliśmy na Zielone Wzgórze. Czekały na nas tam Aleja Zakochanych i Las Duchów. 

















Spacerując tymi opisanymi w książce ścieżkami można przenieść się w czasy, w których jedną z największych rozrywek było opowiadanie historii. To właśnie historie usłyszane z ust dziadka, historie opowiadane przez ciocię Mary Lawson czy opowieści kapitana statku Marco Polo, który przez jakiś czas mieszkał w domu Macneiilów posłużyły najpierw nastoletniej Maud, a następnie dorosłej pisarce. Bogata tradycja przekazywania historii sprawiła, że ceniono każdego, kto umiał je świetnie przekazywać. W wielu powieściach L.M. Montgomery pojawiają się więc bohaterowie, którzy są mistrzami w tej dziedzinie. Największą specjalistką okazała się jednakże Maud, dzięki której historie te poznano na wszystkich kontynentach. Dzięki niej my wszyscy pokochaliśmy Wyspę Księcia Edwarda miłością tak wielką, że wiele lat po zetknięciu się z powieściami kanadyjskiej pisarki marzymy o tym, aby odwiedzić prawdziwe Avonlea i zatrzymać się przy jej grobie.

Usnęła spokojnie po życia gorączce”


*Tłumaczenie Leona Ulricha: „Usnęła spokojnie po życia gorączce”

15 komentarzy:

  1. Jakże wspaniale by było, móc usłyszeć historie z Wyspy z ust samej Maud :) Oj i faktycznie smutne, że nikt już nie pamięta lub nie ma czasu by wypełnić jej wolę. Może To zadanie dla Ciebie? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysle, ze byloby to niesamowitym przezyciem moc posluchac LMM. Niestety nie istnieje nagranie jej glosu :(

      Nie wiem, czy takie zadanie byloby mozliwe do wykonania :( Ale przynajmniej na moim blogu zostala spelniona wola pisarki...

      Pozdrawiam Cie serdecznie!

      Usuń
  2. Wzruszył mnie twój dzisiejszy wpis Bernatko . Bardzo szkoda że wola L.M. Montgomery nie została spełniona , a czy kolejne pokolenia będą o tym pamiętać ? ,czas płynie I oby był łaskawy dla miejsc ,dla tych sentymentalnych ścieżek i alejek ,które pamiętają dotyk stóp pisarki i inspirowały ją do tworzenia wspaniałych powieści ,dzięki Którym Wyspę Księcia Edwarda pokochał cały świat. Bernatko dziękuję za dzisiejszy wpis i pozdrawiam .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzysiu, dziekuje za te slowa. Ja tez bardzo wzruszam sie ilekroc jestem na cmentarzu w Cavendish i przechadzajac sie tymi samymi drozkami, ktorymi chodzila pisarka. To niesamowite, ze mamy nadal taka mozliwosc.

      Mam nadzieje, ze zawsze znajda sie ludzie, ktorzy beda pamietac...

      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  3. Wspaniala chwila taki spacer po Zielonym Wzgorzu i ostatni w tym roku.Mysle,ze to nie koniec zdjec i wpisow o Wyspie Ksiecia Edwarda Bernadetko,czekam niecierpliwie na nastepne
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juz jest kolejny wpis :) Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. Bernadko, widzę, że wirtualnie spełniłaś wolę LMM co do napisu na nagrobku.
    Jak zawsze cudownie wszystko opisujesz.
    Dzięki Tobie, temu blogowi właśnie, też mogłam przejść tymi ścieżkami parę dni wcześniej i jeszcze raz dwa dni po Tobie. Cmentarz i szkołę w Springbrook też obejrzałam, nie wiedząc o tej przyjaciółce LMM (ale nie jestem pewna, czy o tym samym cmentarzu piszesz).
    Mam duży niedosyt i planuję powrót na Wyspę, pewnie w przyszłym roku.
    Pozdrawiam serdecznie, Jola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Jolu! Ciesze sie niezmiernie, ze ten blog zainspirowal Cie do odbycia tej dlugiej podrozy. Szkoda, ze sie rozminelysmy, ale co sie odwlecze, to...
      Bede trzymala kciuki, aby kolejna wizyta byla jeszcze bardziej owocna i dziekuje, ze sie odezwalas :) Pozdrawiam goraco!

      Usuń
  5. Była raz Bernadka,
    żona oraz matka,
    Ani wielbicielka,
    i Maud tropicielka,
    podróżniczka twarda
    na W.K. Edwarda.

    (Wybaczcie, nie mogłam się powstrzymać)

    Bernadko, na Twój blog trafiłam przypadkiem, szukając w internecie "czegoś do poczytania". W pewnej chwili pomyślałam, że może wreszcie zobaczę, jak wygląda Zielone Wzgórze - no i po nitce do kłębka dotarłam tutaj. I wsiąkłam! "Połknęłam" tego bloga (czy ten blog?) w dwa dni. Zaskoczyła mnie kanadyjska architektura - te domy są tak absolutnie różne od polskich domów z tamtych lat! I urzekła mnie kanadyjska przyroda, cudownie przedstawiona na Twoich zdjęciach. Masz wyjątkową wrażliwość na piękno, i wyjątkową umiejętność uchwycenia go na fotografii. A także wyjątkowe szczęście do spotykania ludzi, którzy znają Józefa, i wydobywania z nich tego, co najlepsze.
    Myślę - i, jak czytałam wcześniej, nie jestem w tym odosobniona - że powinnaś zebrać to wszystko w jednej książce - zdjęcia, opisy, wspomnienia... Nieprzypadkowo udało Ci się spełnić tyle marzeń i dotrzeć w tyle miejsc, do tylu ludzi, z których każdy podzielił się z Tobą swoją wiedzą i serdecznością! Uważam, że Los dał Ci jakieś zadanie do wykonania :) Może między innymi spełnienie woli LMM nie tylko wirtualnie?
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Piasiu1 - zrobilas mi wielka frajde tym wierszem i wszystkimi Twoimi komentarzami. Ciesze sie, ze udalo Ci sie przeczytac caly blog, bo teraz bedziesz mogla wraz ze mna jezdzic na Wyspe :) Juz niedlugo kolejna podroz!

      Dziekuje z calego serca za cala garsc komplementow. Mam ogromne szczescie spelniac to swoje marzenie kazdego roku i chce sie dzielic swoimi doswiadczeniami oraz wrazeniami z tymi, ktorzy maja takie samo marzenie. To dla Was pisze i robie fotki, choc czasem mi sie nie chce.

      Faktycznie na Wyspie wszystko uklada sie prawie w bajke - spotykam wlasciwych ludzi, odwiedzam miejsca, o ktorych wiele osob nawet nie slyszalo. Na Wyspie panuje prawdziwa magia - byc moze jest to magia spelnionego dzieciecego marzenia. Nie ma na swiecie drugiego miejsca, w ktorym czuje sie tak dobrze.

      Dziekuje Ci, ze zostawilas komentarze pod wpisami i ze wraz ze mna przezywalas przez weekend moje podroze. Mam nadzieje, ze kotek na tym nie ucierpial.

      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  6. Pozdrów to miejsce ode mnie. Zawsze chciałam tam jechać... ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na 100% pozdrowie! Juz w sierpniu uda mi sie to zrobic. Pozdrawiam i Ciebie Ewo!

      Usuń
  7. Natknęłam się na Twojego bloga i od razu przeniosłam się do Avonlea myślami. Zawsze marzyłam o podróży do tego niezwykłego na pewno miejsca. Pozdrow je ode mnie. Mam nadzieję, że kiedyś pozdrowię je osobiście. Radości życzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziekuje. Trzymam kciuki, aby Ci sie udalo. Na FB powstala grupa dla osob, ktore chca pojechac do Avonlea. Jesli masz konto na FB, zapraszam:

      https://www.facebook.com/groups/165850730492483/

      Usuń
  8. Cudne są te zdjęcia bardzo mi się podobają ;)

    OdpowiedzUsuń