środa, 15 października 2014

Wywiad


Jak pewnie pamiętacie, obiecałam, że opowiem Wam, co zdarzyło się w środę 1 października, czyli 2 tygodnie temu. Tego dnia w Moim Wymarzonym Domku zjawiła się reporterka z The Guardian – gazety ukazującej się na Wyspie Księcia Edwarda, której siedziba znajduje się w Charlottetown, stolicy tej najmniejszej kanadyjskiej prowincji. Kaylynn przyjechała, aby porozmawiać o moich podróżach na Wyspę i o Wymarzonym Domku. Wiedziałam o naszym spotkaniu jeszcze przed wyjazdem, więc byłam odpowiednio przygotowana na podjęcie mojego Gościa... 



Tak, to są Michaszki, Delicje, Klejnoty Smaków i polski sernik :). Jak dobrze, że mam w swojej okolicy polski sklep i piekarnię :) :). 

Rozmowa trwała około godziny. Po 30 minutach rozmowy dołączył do nas Andy, który opowiedział trochę o historii domu i o tym, jak dom trafił do jego rodziny. W pewnym momencie Kaylynn zapytała, co pomyślał, kiedy mój mąż do niego zadzwonił. Andy odpowiedział, że był pod wielkim wrażeniem mojego skomplikowanego i bardzo subtelnego planu dotarcia do niego. Pomyślał, ile trudu mnie to kosztowało (o bezsennych nocach nie wspomnę - mój własny dopisek :) ) i postanowił nas zaprosić. A kiedy się już zjawiliśmy, było od razu wiadomo, że moja miłość do domku jest tak wielka, jak jego własna, a wcześniej jego ojca Davida, który zakochał się (!! Tak, dokładnie tak było. Dorosły mężczyzna zakochał się w domku, czyli nie jestem osamotniona w moim szaleństwie :)) w nim w 1967r. i kiedy zobaczył, że rok później dom był na sprzedaż, kupił go bez zastanowienia. Jak dobrze, że akurat tak się złożyło, bo dzięki temu Andy go dostał od ojca (na pół z bratem Davidem) i mogłam w nim zamieszkać. 

Wczoraj rano dostałam e-mail od Kaylynn informujący o tym, że artykuł właśnie się ukazał w gazecie. Obiecałam Pam Campbell, że dam jej znać (Pam dowiedziała się o artykule i już w ubiegłym tygodniu dzwoniła, żeby dopytać, kiedy dokładnie będzie go można przeczytać :)), więc zadzwoniłam do Park Corner. Linia była zajęta, a ja akurat przygotowywałam się do wyjścia z domu. Po chwili jednak słyszę telefon i wyświetla się „Pokrewne dusze” (”Kindred Spirits“). Uśmiecham się od ucha do ucha, bo to niesamowite uczucie zobaczyć coś takiego na telefonie. Mówię: „Dzień dobry Pam. Dzwoniłam właśnie do Ciebie, gdyż ukazał się artykuł”. Ona na to: „George mi przed momentem pokazał i dlatego dzwonię. Poczekaj, George też tu jest, to sobie porozmawiamy w trójkę”. W tym momencie coś mnie rozłączyło, więc dzwonię ponownie do Muzeum Ani z Zielonego Wzgórza. Odbiera ktoś inny, tłumaczę, że rozmawiałam z Pam i George'm i mnie niestety rozłączyło. Betty (pracownica) informuje mnie jednak, że Pam chyba dzwoniła z biura z Kensington, nie z Muzeum w Park Corner. Czyli dzwoniłyśmy do siebie w przeciągu 5 minut zupełnie niezależnie! :) Powinnam się była zorientować, bo wcześniej nigdy nie wyświetliły mi się „Pokrewne dusze”. 

Artykuł wyszedł całkiem dobrze, ale zabrakło w nim zdjęcia domku. Wielka szkoda :(. Dostałam już kilka wiadomości od osób zupełnie mi nieznajomych z pytaniem, który to dokładnie dom :). Oto Mój Wymarzony Domek z plakatu, który sfotografowałam w Informacji Turystycznej w Kensington... W Informacji Turystycznej przy moście można było kupić te plakaty, więc teraz jeden z nich jest i w moim domu (tym, w którym mieszkam pomiędzy wyjazdami na Wyspę Księcia Edwarda).



Ania po ślubie mieszkała w tej okolicy, chadzała po tej samej plaży. Zapraszam Was na mały niedzielny spacer po „mojej" dzikiej plaży w Przystani Czterech Wiatrów:








A oto artykuł Kaylynn:


Polish blogger lives out her lifelong fantasy in Prince Edward Island

Kaylynn Paynter



Bernadeta Milewski dreamed of Prince Edward Island ever since she was a child.
Now she is staying in her dream province and her dream house.
As a young girl growing up in Poland, she read Anne of Green Gables and longed to visit the homeland of the red-headed heroine.
Decades later, in 2006, Milewski’s dream finally came true when she made the trip to P.E.I.    
“I remember we took our first steps out at Green Gables, we stayed at Anne’s Windy Poplars. I remember I was so excited I could not sleep. At 6 a.m. I was ready, so ready to go and visit all these places,” she said.
Milewski’s stay on the Island lasted five days. She never expected she would ever come back.
“I thought that was it. My dream had come true. I never expected it would be back.”
In 2012, a friend of Milewski’s, appropriately named Anne (or Ania in Polish), asked to see some pictures from her trip to P.E.I. It was seeing these photos that sparked Milewski’s desire to visit the Island once more.
“I remember making ‘Prince Edward Island’ in Polish out of the red stones on the beach. Seeing that (photo) I needed to go there again. It took us five days to arrange everything and we were here.”
During her second trip to the Island, Milewski came across what she calls her “dream house” while driving through Springbrook with her husband and four-year-old daughter.
When Milewski returned from P.E.I. a second time to her home in Connecticut, she spent the better part of a year searching for the owner of the house of her dreams. She would write about the house in her Polish blog that chronicled her adventures in the land of Anne.
Her search led her to some photos taken by P.E.I. photographer Stephen Desroches, who she contacted asking if he knew anything about the property. He put Milewski in contact with John Sylvester, another P.E.I.-based photographer who had taken pictures of Milewski’s “dream house”.
Sylvester identified the property as the Black farm and was able to provide Milewski with a phone number for someone who might own her dream home.
Too excited to call the number herself, Milewski got her husband to make the call.
“I was so excited. He was calling from the basement and I couldn’t be in the kitchen on the first floor because I would be able to hear something. So with my daughter and I went upstairs and I would make her check to see if the receiver was still up.”
Ten minutes later, Milewski’s husband came upstairs. The man he had been talking to on the phone was Andy Black, one of the owners of the property.
“He said we can go and visit. We came a week later and he was nice enough to show us around the property.”
The property, which consists of five separate buildings, including a cook house that provided food for the tall ships when they would dock at the Island in the 1800s, was purchased by Black’s family in 1968 for $12,500. It features a long laneway with trees and fields lining both sides and private beach access at the back. In the field grows vibrant, yellow canola at certain times of year.
Black said the call from Milewski’s husband was probably the politest way anyone has ever asked to see the place where he lives.
“It’s really common that cars are lined up three and four at a time to take pictures pretty much the whole time,” he said. “Occasionally people drive down the lane because they are looking to pick clams or they are curious. But to hear this story I was like, ‘Oh, wow, a lot of effort went in to this’.”
Milewski now has an open invitation to stay in Black’s guest house — an invitation she is enjoying.

8 komentarzy:

  1. Gratuluję! Robisz się coraz bardziej sławna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I tajemnica sprzed wyjazdu na Wyspę przestała być tajemnicą. Okazuje się, że spotkanie z dziennikarką było już "uknute" wcześniej. Pięknie się wszystko ułożyło i teraz Wymarzony Domek Bernadki stanie się Wymarzonym i najchętniej odwiedzanym Domkiem na Wyspie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam nadzieje, ze po tym artykule Andy nie bedzie mial zbyt wielu niespodziewanych gosci :)

      Usuń
  3. You are definitely always surprising me with new information and stories, & that table with all the treats and books looks wonderful!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thanks Stacey! There will be another story about something that you can see on that table... Stay tuned :)

      Usuń
  4. Już gratulowałam ale gratuluję raz jeszcze :*
    Bernadko, jestem więcej niż pewna, że jeszcze nie raz o tobie usłyszymy. Bo o ludziach "znających Józefa" po prostu trzeba mówić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lovely story, I so wish I could visit.
    I know you have read this, but maybe your readers might like it too http://retroladyland.blogspot.co.uk/2014/10/back-to-green-gables-with-jonathan.html

    OdpowiedzUsuń