piątek, 4 listopada 2022

Wywiad z Magdaleną Koziej, tłumaczką biografii

Czternaście lat od publikacji „Lucy Maud Montgomery: The Gift of Wings” autorstwa dr Mary Henley Rubio powstaje polski przekład tej najdokładniejszej biografii kanadyjskiej pisarki. W październiku 2022 r., kiedy mam okazję rozmawiać z Panią Magdaleną Koziej, tłumaczką biografii, Jej praca dobiega już końca. Choć „już” to niezbyt fortune słowo, gdyż zadanie to zajęło bardzo dużo czasu. Zapraszam na wywiad z tłumaczką, która podjęła się tego wyzwania.

Bernadeta Milewski: Czy mogłaby Pani opowiedzieć Czytelnikom „Kierunku Avonlea”, jak doszło do tego, że to właśnie Pani zlecono tłumaczenie biografii L.M. Montgomery? 

Magdalena Koziej: Od lat współpracuję z wydawnictwem Prószyński Media, a biografia Montgomery była po prostu kolejną książką, którą zaproponowano mi do tłumaczenia. Poza tym przełożyłam wcześniej trzy książki Montgomery i mam na koncie obszerną biografię Audrey Hepburn, więc może to również brano pod uwagę? 

BM: Biografia w języku angielskim ma prawie 600 stron. Czy polski przekład będzie dłuższy? Jak długo trwała praca nad przekładem?

MK: 641 stron, jeśli wziąć pod uwagę obszerne,pełne ciekawych informacji przypisy. Ale to nabite gęstym drukiem stony książkowe, bez żadnych dialogów. Polski przekład ma ponad 900 stron znormalizowanych (1800 znaków ze spacjami), nie wiem, ile będzie miała książka, na pewno mniej – zależy od wielkości czcionki, interlinii itd. Praca trwała około 10 miesięcy. Przy książkach tego typu sporo czasu pochłania sama kwerenda. 

BM: Rozmawiałyśmy o tym, że biografia chwilami jest zbyt szczegółowa. Dla przykładu podam długą historię procesów sądowych z bostońskim wydawcą L.C. Page’em. Czy chwilami  nużyło Panią to zadanie? Czy bardzo trudno tłumaczy się zawiłe kwestie prawne?

MK: Biografia początkowo była jeszcze obszerniejsza, ale wydawca kanadyjski zażądał skrótów – i to o aż 25 %. Chwilami rzeczywiście irytowało mnie to szczególarstwo, ale natychmiast się reflektowowałam. Wyobrażałam sobie te pękające w szwach teczki i segregatory, taśmy z nagranymi w latach osiemdziesiatych wywiadami, listy, fotografie, wycinki prasowe, które zgromadziła doktor Rubio, przygotowując biografię. Zapewne trudno było jej rezygnować z informacji, które z trudem wyszukała, zwłaszcza z tych dotąd nieznanych, które rzucały inne światło na życie Maud. Poza tym właśnie wyłowione z odmętów przeszłości szczegóły najbardziej zapadają w pamięć, tworzą miąższ opowieści o czyimś życiu. 

Co do procesów z Page`em, ich dokładne opisy nie tyle mnie nudziły, ile doprowadzały do szewskiej pasji. Nie na Mary Rubio, lecz na tego podłego człowieka, którego niekończące się przekręty, manipulacje i psychopatyczne wręcz okrucieństwo odbiły się na zdrowiu psychicznym Maud oraz pozbawiły ją ogromnej fortuny. Tłumaczenie fragmentów dotyczących kwestii prawnych wymaga oczywiście właściwej terminologii, i, jak we wszystkich sprawach  „fachowych”, szczególnej ostrożności, a czasem specjalistycznych konsultacji

BM: Wspomniała Pani, że biografia nie jest Pani pierwszym zetknięciem się z L. M. Montgomery. Jakie inne pozycje ma Pani na swoim koncie? Czy łatwiej tłumaczyło się Pani twórczość kanadyjskiej pisarki?

MK: Przetłumaczyłam zbiór opowiadań „Zapach wiatru” (1993), „Czary Marigold” (1996) i „Dziewczę z sadu” (2016). Tłumaczyło się nie tyle łatwiej, ile inaczej. I przyjemniej.  Pamiętam, że tę pierwszą tłumaczyłam jeszcze na ogromnej, klekoczącej maszynie do  pisania „Łucznik”,  w szopie za domem na Mazurach. W nocy ćmy i inne owady przylatywały do lampy i często zaglądały na strony papierowych słowników, które, pospiesznie zatrzaśnięte, stawały się ich sarkofagami. Do dziś zdarza mi się znaleźć takich „faraonów”. Ten entourage bardzo miło rezonował ze światem Montgomery, do którego wyprawiałam się z mojej szopy. A propos owadów — przypomniało mi się, że bardzo lubię takie gawędziarskie intro, które kilkakrotnie pojawia się u Montgomery, ale nie pamiętam już gdzie — gdybym mogła być muchą, która siedzi na ścianie  — oczywiście w miejscu, gdzie odbywa się jakaś interesująca rozmowa.

BM: Z jakimi największymi wyzwaniami spotkała się Pani, tłumacząc biografię? Co nadal śni się Pani po nocach? 

MK: Przy tak obszernych i pełnych szczegółów książkach trudno zapanować nad całością. Prawie tysiącstronicowy tekst jest — pozostajac przy owadach — jak  ogromna stonoga, która paraduje ci przed nosem, i gdy głowa dawno już znikła z pola widzenia, wciąż tupią za nią te dalsze segmenty. Wciąż trzeba sprawdzać, czy wszystko się zgadza — choćby jakiś opis, który nagle powtarza się po kilkuset stronach. Teraz, na etapie korekt, ciagle jeszcze przeczesuję tekst pod kątem licznych, wprowadzanych na  różnych etapach poprawek, ujednoliceń. No i te wszystkie pociotki. Siostrzenica czy bratanica? Siostrzeniec czy bratanek? Po angielsku jest na to jedno słowo — nephew — więc trzeba znać koligacje rodzinne, by  poprawnie przetłumaczyć, a potem uważać, by przez nieuwagę  nie zmienić w dalszych partiach tekstu. Idąc dalej — stryjna, czy wujna, stryjeczna, czy wujeczna ciotka albo babka? Zważywszy na to, że na Wyspie Księcia Edwarda  było wiele małżeństw pomiędzy bliskimi kuzynami, nazwiska też nie zawsze są wystarczającym tropem. Tu między innymi Pani, Bernadeto, jako znawczyni twórczości, genealogii i życia Montgomery, służyła mi wielką pomocą. Chciałabym przy okazji serdecznie podziękować za te i wszystkie inne konsultacje, dzięki którym uniknęłam różnych błędów i poznałam detale, które pozwoliły mi odpowiednio przełożyć nieoczywiste fragmenty. 

BM: Rzesza wielbicieli twórczości L.M. Montgomery z niecierpliwością czeka na publikację polskiego przekładu biografii. Czy, wg Pani, biografia pozwoli lepiej poznać autorkę „Anne of Green Gables”

MK: O, tak. Doktor Rubio jest bardzo sumienną i uczciwą badaczką. Czujemy, że z bohaterką biografii łączy ją wielka zażyłość (ponad dwadzieścia lat ślęczenia nad dziennikami Maud!), a jednocześnie autorka potrafii zdobyć się na obiektywizm, kwestionuje na przykład wątpliwe według niej wpisy z dzienników Maud, zderza je z faktami. Każdą kwestię stara się naświetlić z wielu stron i rzetelnie udokumentować. Ciekawie zarysowuje też kontekst społeczny, kulturowy. Często sięga do doniesień prasowych, które przywołują klimat tamtej epoki, do dokumentacji sądowej, medycznej oraz korespondencji, ujawnia zaskakujące fakty. Bezcenny materiał biograficzny pochodzi z wywiadów, które Rubio przeprowadziła z ludźmi osobiście  związanymi z Maud — jej synem, synową, służącymi, sąsiadami, krewnymi i znajomymi.

BM: Co było dla Pani najbardziej interesującym faktem z życia LMM, o którym wcześniej Pani nie wiedziała? 

MK: Nie wiedziałam na przykład, że była stalkowana przez niezrównoważoną kobietę. Że starszy syn dostarczał jej tylu zgryzot. I że sama miała aż tak poważne problemy ze zdrowiem psychicznym. Że tak skandalicznie ją „leczono”, jak wielu innych nieszczęśników. 

BM: Po kilku miesiącach odkrywania faktów z życia najsłynniejszej kanadyjskiej pisarki, jakie ma Pani przemyślenia na temat jej osiągnięć? 

MK: Czapki z głów. Maud od dziecka musiała o siebie walczyć — jak rudowłosa Anne. Była osierocona przez matkę, opuszczona przez ojca, ze względu na płeć traktowana lekceważąco przez obu dziadków, którzy nigdy nie wyłożyli złamanego grosza na jej edukację, choć wszyscy, nawet tępi kuzyni wyjątkowo zdolnej Maud mieli zapewnione wykształcenie. A ona musiała zdobyć je sama, ciężko harując na czesne. Nóż mi się w kieszeni otwierał, gdy czytałam o tych patriarchalnych szykanach, a serce ściskało ze współczucia dla dzielnej, mądrej i wrażliwej dziewczyny.  Wieloletnia walka z nieuczciwym, zdemoralizowanym wydawcą Page`em to też był ewenement. Pięć procesów  w ciągu jedenastu lat! Cały Boston bał mu się narazić, a Maud pozostała przez lata nieugięta, choć kosztowało ją to wiele zdrowia i pieniędzy. Bycie żoną pastora oznaczało nieustanną pracę na rzecz parafian. Maud wspaniale wywiązywała się z obowiązków, miała niesamowite zasoby energii, zmysł organizacyjny, wiele altruizmu. Była też „perfekcyjną panią domu”. I nie dość, że musiała opiekować się mężem z ciężką depresją, to jeszcze spoczywał na niej obowiązek utrzymania rodziny. I przy tym wszystkim Maud cały czas tworzyła, bez względu na okoliczności, dzięki żelaznej dyscyplinie siadała codziennie na kilka godzin do pisania. I nigdy nie straciła mocy twórczych, choć nieraz próbowano ją stłamsić i podciąć jej skrzydła. 

BM: W przyszłym roku polski czytelnik będzie miał okazję wziąć do ręki Pani przekład i zaznajomić się z biografią autorstwa  dr Mary Henley Rubio. Co chciałaby Pani przekazać polskiemu odbiorcy?

MK: Cieszę się, że ta książka będzie dostępna po polsku, bo to najlepsza, najporządniejsza biografia Montgomery. W Polsce jest wyjątkowo liczne grono wielbicieli Maud, w skali światowej, i mam nadzieję, że lektura sprawi im przyjemność.

BM: Na zakończenie jeszcze jedno pytanie, które z pewnością chcieliby Pani zadać miłośnicy twórczości L.M. Montgomery. Która z powieści L.M. Montgomery jest Pani ulubioną? Czy zaliczyłaby się Pani do grona wielbicieli twórczości L.M. Montgomery?

MK: Najbardziej lubię „Anię z Zielonego Wzgórza” i „Dzban ciotki Becky”. Lubiłam książki Montgomery w dzieciństwie i nadal mam do nich sentyment, ale nigdy nie mieszkałam w Avonlea, tylko tam zaglądałam. Żyłam raczej w Bullerbyn i w Dolinie Muminków. Moją ulubienicą jest „wnuczka” rudowłosej Anne – Pippi Langstrumpf. Dodam jeszcze, że bardzo podoba mi się nowy przekład Anny Bańkowskiej. Różne fragmenty wierszowane, w tym wiersze samej Maud, które pojawiają się w biografii, również przełożyła pięknie Anna Bańkowska, której ponownie serdecznie dziękuję.

***

Niestety nie jest jeszcze znana dokładna data premiery biografii. Wiadomo tylko, że ma się ukazać w marcu przyszłego roku. Nie mogę też zdradzić jej polskiego tytułu, gdyż może on jeszcze ulec zmianie. 

Z całego serca dziękuję Pani Magdalenie Koziej za to, że zechciała odpowiedzieć na kilka moich pytań (przed czym się dosyć długo wzbraniała). Dziękuję również za zaufanie, którym mnie obdarzyła. Z przyjemnością udzielałam pomocy w przypadku niejasności, gdyż mam świadomość, że na biografię czekają prawdziwi miłośnicy twórczości L.M. Montgomery. To mając ich na względzie czasem dyskutowałyśmy grubo po północy polskiego czasu lub bardzo wcześnie mojego czasu. Miałam wyjątkową okazję w małym stopniu doświadczyć tego, co może męczyć tłumacza i ile czasu trzeba czasem poświęcić na to, aby doszukać się informacji czy dana osoba była córką siostry czy córką brata (urok języka polskiego, który jest bardziej precyzyjny od angielskiego). Mam nadzieję, że Czytelnicy przyjmą tę biografię z wielką życzliwością i będą pamiętać, kto zarwał wiele nocy, aby móc oddać w ich ręce najobszerniejszą opowieść o życiu L.M. Montgomery. 

Zdjęcie doktor Mary Rubio przy domu Barraclough w Glen Williams. Kiedy byłyśmy tam w 2015 r., Mary Rubio powiedziała: „Gdybyśmy tak mogły być muchami na ścianach jadalni i słuchać, o czym Maud rozmawia z Idą i Ernestem...”