czwartek, 14 lipca 2016

Spełnione marzenie


Nadszedł piątek, na który się bardzo cieszyłam. Tego dnia miała nas odwiedzić Jen Rubio z córką Ruby. Jen i Ruby przyjechały na Wyspę zaledwie 2 dni wcześniej, aby uczestniczyć w konferencji poświęconej Lucy Maud Montgomery i promować 2 pozycje książkowe — III tom pełnego wydania Dzienników Lucy Maud Montgomery i ”Readying Rilla”, w której można prześledzić zmiany w kolejnych rękopisach ostatniego tomu cyklu o Ani. Ta druga pozycja to efekt pracy Kate Waterston, wnuczki dr Elizabeth Waterston, która w ubiegłym roku niespodziewanie zmarła, nie dokończywszy analizy manuskryptów. Jen podjęła się dokończenia tego dzieła, jak również edycji III tomu Dzienników i obydwie te pozycje zostały wydane nakładem kanadyjskiego wydawnictwa Rock’s Mills Press tuż przed konferencją.

Na konferencję miała też przyjechać dr Mary Rubio, jednak kontuzja kolana sprawiła, że tym razem na konferencję zamiast niej przyleciała z Ontario jej wnuczka. Jen i Ruby poznaliśmy w lutym, kiedy byliśmy w Toronto na premierze nowego filmu. Nie pisałam wówczas o tym, ale bardzo zżyliśmy się z dr Rubio, która dowiedziawszy się o naszych planach, zaprosiła nas do swojego domu. W sierpniu również korzystaliśmy z jej gościnności, a perspektywa spędzenia choćby kilku godzin w towarzystwie słynnej biografki była tak kusząca, że nie mogliśmy odmówić. Jen i Ruby zjawiły się, kiedy my byliśmy na premierze, ale zostały do wieczora, żeby zobaczyć film na małym ekranie (u siebie nie mają telewizora). I tak się poznaliśmy. Tego dnia dostałam w prezencie jedną z 5 istniejących egzemplarzy „Ani z Zielonego Wzgórza” w oprawie graficznej, która została tydzień później zmieniona (zostałam nawet poproszona o opinię na temat projektu nowej okładki). Wstęp do tego wydania napisała Jen, a występująca na okładce Ania to nie kto inny jak wnuczka dr Rubio — Ruby :). Poprosiłam reprezentantki 3 pokoleń o autografy w książce i w ten oto sposób stałam się właścicielką tego bardzo unikatowego egzemplarza.

Piątkowe śniadanie zjedliśmy na werandzie, rozkoszując się pięknem natury. Towarzyszyły nam 2 bieliki amerykańskie, których gniazdo znajduje się w pobliżu Mojego Wymarzonego Domku.






Następnie poszliśmy na krótki spacer, z którego wróciliśmy z bukietem łubinu. 





Jen pisała z trasy, więc wiedzieliśmy, kiedy mniej więcej zjawią się w Springbrook. Było to ważne, gdyż miałam w planie lunch. Rano Jen napisała, że najprawdopodobniej zjawi się u nas również Dan Waterston, syn dr Elizabeth Waterston (Dan towarzyszył w tej wyprawie swojej 90-letniej mamie). Na lunch zaprosiłam też Andy’ego, więc zapowiadało się całkiem pokaźne grono. Towarzystwo zjawiło się punktualnie o 12:00 i po kilku minutach zasiedliśmy do stołu. Podałam sałatkę, chleb czosnkowy z ziołami prowansalskimi, makaron rotelle w sosie pesto (robię podobno świetne pesto), makaron muszelki w sosie grzybowym i bigos. Na deser przewidziałam polskie słodycze. Goście byli zachwyceni! Nie mieliśmy jednak zbyt dużo czasu, gdyż  goście o 18:00 mieli wrócić do Charlottetown, a ja przygotowałam dla nich również wycieczkę krajoznawczą śladami LMM. 

Pierwszym punktem w harmonogramie wycieczki była latarnia New London. Widzieliśmy ją co prawda z werandy, jednak z bliska robi ona zupełnie inne wrażenie. Muszę tu dodać, że od jakiegoś roku skłaniam się do uznania tej właśnie latarni za latarnię Kapitana Jima z „Wymarzonego domu Ani”. Dlaczego więc Cape Tryon jest powszechnie uznawany za pierwowzór latarni kapitana? Otóż badacze życia LMM uznali ją za inspirację biorąc pod uwagę jej położenie względem Wymarzonego Domu Ani (który też odnalazłam podczas ostatniej wizyty), opisywane w książce otoczenie oraz postać ówczesnego latarnika. Geografia tego terenu w czasach LMM odbiegała jednak od tego, jak obecnie wygląda linia brzegowa w okolicach French River i Park Corner, gdzie znajdują się rozważane latarnie. Tego nie wzięto pod uwagę w trakcie analizy terenu i stąd też wyciągnięte przez badaczy wnioski niekoniecznie muszą być zgodne z prawdą. 




W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na chwilkę przed Wymarzonym Domem Ani. W końcu go odnalazłam! Tym razem byłam tak zdeterminowana, że robiłam zdjęcia wszystkim domom w okolicy i wysyłałam je kolejno do osoby, która zna te tereny od dzieciństwa, aby mieć na 100% pewność. Podobno dom ten funkcjonował kiedyś jako „Wymarzony Dom Ani” (bodajże jako herbaciarnia).

Wymarzony Dom Ani


Z Wymarzonego Domu Ani pojechaliśmy na Przylądek Tryon. Zostawiliśmy wypożyczone auto Dana przy wjeździe na dróżkę prowadzącą do latarni i wszyscy wpakowaliśmy się do naszego, który ma napęd na 4 koła. Dziewczynki znalazły się w bagażniku, co chyba będą wspominały do końca życia. Droga ta nie należy do najprostszych, ale obeszło się bez większych problemów. 






Jen była szczęśliwa, że udało jej się zobaczyć te 2 latarnie. Wiedziałam, że nawet w tej chwili moglibyśmy zakończyć wycieczkę i wszyscy byliby zadowoleni, ale ja miałam jeszcze kilka innych miejsc, do których chciałam ich zabrać. Pojechaliśmy więc do Srebrnego Gaju, zatrzymując się na moment przy Złotym Brzegu. 

Złoty Brzeg
Złoty Brzeg
Jezioro Lśniących Wód

Jezioro Lśniących Wód

W Muzeum panował chaos — 2 autobusy Japończyków, kilka osób, które też uczestniczyły w konferencji, a także kilkoro indywidualnych turystów. Pam nie miała czasu na dłuższą rozmowę, więc na szybko pokazałam Jen biblioteczkę z domu Macneillów, naczynia i komodę z domu cioci Emily z Księżycowego Nowiu, śrubkę, przy której mierzyła się Maud, lustro z domu dziadków, niebieską skrzynię z „Historynki” i jej zawartość. Zapytałam Pam, czy mogę zabrać gości do Księżycowego Nowiu. Jak pewnie pamiętacie, Pam pokazała mi drogę do tego domu w październiku 2014r. Wydawało mi się, że trafię tam ponownie, a Pam stwierdziła, że nie powinno być problemów, gdyż obecnego właściciela nie ma na Wyspie. Na szybko zrobiłyśmy kilka zdjęć przed Srebrnym Gajem, ale Jen żyła już czymś innym... Nie mogła uwierzyć, że spełni się jej marzenie... Jezioro Lśniących Wód, Srebrny Gaj, Złoty Brzeg, 2 latarnie, Wymarzony Dom Ani, a do tego Księżycowy Nów?! Dla Jen Emilka była tym, kim dla mnie była Ania... Doskonale wiem, jak się czuła, kiedy polną czerwoną drogą zbliżaliśmy się do domu cioci Emily w Malpeque... Kiedy wyszliśmy z samochodów, poczułam czar spełnionego marzenia... 

Jen Rubio z III tomem Dzienników
Księżycowy Nów


Cdn.

środa, 13 lipca 2016

Panmure Island i obuwiki


W czwartek wybraliśmy się na Wyspę Panmure, gdzie mieliśmy się spotkać z moją znajomą i jej córką. Tak się złożyło, że ja mam Nadię Anię, a Denise ma Rillę Dianę :) Dziewczynki bardzo przypadły sobie do gustu w ubiegłym roku, więc dołożyliśmy wszelkich starań, aby i podczas tej wizyty udało się im spędzić ze sobą trochę czasu. 

Latarnia była niestety w trakcie remontu, więc nie zrobiła na nas tym razem tak wielkiego wrażenia jak ostatnio. Cieszę się, że zobaczyliśmy ją rok temu, kiedy prezentowała się o wiele okazalej. Wkrótce powinny jednak wrócić czasy jej świetności, a towarzystwo koni i interesującej plaży sprawia, że nadal jest to jeden z naszych ulubionych zakątków. Być może wrócimy tu podczas kolejnej wizyty.





Drugim punktem czwartkowego harmonogramu było znalezienie Roma Trail — szlaku, przy którym miałam nadzieję znaleźć różowe obuwiki (Lady’s Slipper), kolejny symbol (tym razem oficjalny) Wyspy. Te znajdujące się pod ścisłą ochroną kwiaty pojawiają się zazwyczaj w drugiej połowie czerwca, ale nie jest łatwo je znaleźć. O szlaku Roma, znajdującym się nieopodal Montague dowiedziałam się od Stephena DesRoches. Pomimo tego, że byliśmy na Wyspie w dobrym terminie, nie wiedzieliśmy do końca, czy będziemy tego dnia mieć szczęście. Ku naszej wielkiej radości nie mieliśmy żadnych problemów, aby odszukać obuwiki — te dostojne kwiaty z rodziny storczykowatych upodobały sobie miejsce bardzo blisko szlaku. Jak się jednak okazało, wraz z nami tego dnia postanowiły złożyć im wizytę chmary komarów... Mieliśmy ze sobą 2 różne specyfiki przeciw komarom, ale ta wyspiarska odmiana chyba nie orientowała się w temacie i zupełnie je ignorowała. Komary były wszędzie! Miało się wrażenie, że gryzą przez ubrania. Trudno więc ten spacer zaliczyć do szczególnie miłych, ale obuwiki mamy odfajkowane i włożone do folderu „Zaliczone” :) Myślę jednak, że symbolem Wyspy powinien być łubin...







sobota, 9 lipca 2016

Herbatka w Lower Bedeque


W środę spędziliśmy poranek w Moim Wymarzonym Domku. Miało tego dnia padać, więc pomyślałam, że będzie on idealnym dniem na zaplanowaną wcześniej w ramach obchodów Dnia Ojca popołudniową herbatkę (Afternoon Tea) w Lower Bedeque. Słońce najwyraźniej nie zapoznało się z prognozą pogody i postanowiło towarzyszyć nam calutki dzień (może też chciało doświadczyć pierwszej w historii Fable Tearoom popołudniowej herbatki?). Aż szkoda było jechać na herbatkę, kiedy puste plaże czekały w pobliżu. Słowo się jednak rzekło i w Lower Bedeque przygotowywano się na nasz przyjazd, więc zapakowaliśmy się do samochodu i pojechaliśmy drugi raz w ciągu 3 dni do Lower Bedeque. 

Jak powszechnie wiadomo, marzeniem każdego ojca jest doświadczenie popołudniowej herbatki w domu, w którym kiedyś mieszkała Lucy Maud Montgomery... Niewielu mężczyzn zdaje sobie jednak z tego sprawę. Zapewne trudno będzie Wam w to uwierzyć, ale podobnie było w przypadku mojego męża — kiedy dowiedział się o tym prezencie na Dzień Ojca, zupełnie nie wiedział, że o tym właśnie marzył. Dobrze jednak, że czuwam i wynajduję takie perełki, dzięki którym to święto na długo pozostanie nam wszystkim w pamięci.

Dom Corneliusa Learda w Lower Bedeque skrywa w sobie sporo tajemnic. Jego ściany były świadkiem wielu zdarzeń, o których nikt już nigdy nie opowie. Prawda o tym, co zdarzyło się w nim pod koniec XIX wieku, kiedy jego progi przekroczyła młodziutka nauczycielka Lucy Maud Montgomery, została dwa razy pogrzebana — w lipcu 1899r., kiedy zmarł Herman Leard i w kwietiu 1942r., kiedy odeszła LM Montgomery. Dla nas główne źródło wiedzy na temat romansu Maud i Hermana stanowią prawdy i półprawdy zawarte w Dziennikach oraz listach pisarki. 




W październiku 2015r. dom Corneliusa Learda został wystawiony na sprzedaż. Przejęły go wówczas July Edgecomb i Abi Totty — dwie odważne kobiety, które pomimo tego, że nie urodziły się na Wyspie Księcia Edwarda, osiedliły się na niej, aby spełniać swoje marzenia o życiu z dala od wyścigu szczurów. 

Abi (w czerwonej bluzce) i July
Abi i July czytaja, co LMM pisala o Hermanie
 do przyjaciela

W ciągu następnych miesięcy trwały prace remontowo–restauratorskie, o których żadna z nich nie miała większego pojęcia. Po 8 miesiącach żmudnej pracy dom Corneliusa Learda przekształcono w herbaciarnię Fable Tearoom, która oficjalnie rozpoczęła działalność 13 czerwca 2016r., czyli zaledwie 9 dni przed naszymi odwiedzinami.


Do herbaciarni można wpadać od poniedziałku do soboty. Poza herbatą w ofercie znajdują się dania obiadowe i desery. Popołudniowa herbata wymaga rezerwacji co najmniej 24 godziny wcześniej. Jest z nią więcej pracy, stąd też trzeba powiadomić o swoim przybyciu z właściwym wyprzedzeniem.





Zanim zasiedliśmy przy stole, zwiedziliśmy cały dom. Odwiedziliśmy pokój, w którym mieszkała Maud w Lower Bedeque, zobaczyliśmy kawałki damskiej bielizny znalezione podczas remontu (m.in. gorset, pas do pończoch) i cent z 1897 roku. 








A oto, jak wyglądała pierwsza w historii Fable Tearoom w Lower Bedeque popołudniowa herbatka. Warto tu wspomnieć o samych stolikach, których blaty ozdabiają strony „Ani z Zielonego Wzgórza”... Herbata w takim miejscu smakuje zdecydowanie lepiej!












Oczywiście wszystko było wyśmienite! Możemy z czystym sumieniem polecić to miejsce wszystkim ojcom z okazji Dnia Ojca, matkom z okazji Dnia Matki, dzieciom z okazji Dnia Dziecka i wszystkim innym z okazji lub bez okazji, od święta i w dni powszednie (poza niedzielą, którą July i Abi spędzają w gronie rodzinnym).

Po herbatce poszliśmy spacerkiem do szkoły w Lower Bedeque. W lipcu i sierpniu szkoła jest otwarta dla zwiedzających, ale poza sezonem można ją odwiedzić z July, która ma klucz. W chwili obecnej jest to jedyna szkoła, w której uczyła Maud, a którą można zwiedzić. Szkoła w Bideford od dawna nie istnieje, a szkoła w Belmont, przeniesiona do Wioski Avonlea w celu zachowania, zamieniona została w 2015r. w sklep. 









Przed wyjazdem z Lower Bedeque zawiązaliśmy wstążeczki na „Drzewku Życzeń” przed domem Corneliusa Learda. Mamy wszyscy jedno wielkie marzenie...





W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na chwilkę na cmentarzu w Bedeque, gdzie w dniu swoich 29. urodzin został pochowany Herman Leard, miłość życia Lucy Maud Montgomery. 





Powrót miał trwać 40 minut, jednak nie obyło się bez nieplanowanych przystanków. Jak moglibyśmy na przykład zignorować zjazd czapli? Czaple są nieoficjalnym ptasim symbolem prowincji, więc można je od czasu do czasu spotkać. Dla jednej nie warto się zatrzymywać, ale taki zjazd w pobliżu Bedeque zasługuje już na uwagę.






Poza czaplami natkn
ęliśmy się też na urodziwe pola... 




O 18:00 mieliśmy się spotkać z Paulem Montgomerym, który chciał pokazać nam postępy w remoncie Złotego Brzegu. Spędziliśmy z Paulem prawie godzinę rozmawiając o jego planach. Gospoda od sierpnia ma być wynajmowana, ale trudno było mi sobie wyobrazić na tym etapie remontujak dokładnie będzie wyglądała

Paul Montgomery przed
Z
łotym Brzegiem
Wychodząc ze Złotego Brzegu natknęliśmy się na Roberta Montgomery, którego poznałam w 2013r. w Muzeum Dziedzictwa LMM. Ucięliśmy sobie z nim miłą pogawędkę, po której pojechaliśmy na plażę przy naszej latarni w New London. Tam, podziwiając zachód słońca, naszego dzielnego towarzysza, zjedliśmy kolację – pozostałości herbatkowe, które spakowała nam Abi przed wyjazdem z Lower Bedeque. 










To był naprawdę cudowny dzień!