środa, 22 czerwca 2016

Siódmy raz na Wyspie!


Witam wszystkich po długiej przerwie i pozdrawiam z Wyspy! 50 tygodni (które chwilami wydawały się być latami) czekałam, aby wrócić tu kolejny raz. Było warto! Wyspa, która jeszcze w przeddzień naszego przyjazdu nie rozpieszczała pod względem pogody, w ubiegłą sobotę zmieniła się nagle nie do poznania. Trafiliśmy do czerwcowego raju, którym tak bardzo zachwycała się Maud. Jak z pewnością pamiętacie, Ania lubiła październiki, a Maud czerwce. Przyznam, że ja sama uwielbiam każdy miesiąc na Wyspie. :)

Mój Wymarzony Domek wiernie na nas czekał. Nawet on wystroił się na nasz powrót — nie tylko wzbogacił się o przepiękną werandę, na której jemy posiłki rozkoszując się niesamowitym widokiem, ale i zapewnił mi dodatkową porcję estetycznych wzruszeń dzięki ogromnej ilości łubinu. W ubiegłym roku miałam wrażenie, że trafiliśmy na końcówkę okresu kwitnięcia łubinu i chyba tak właśnie było, gdyż w tym roku widzimy go o wiele więcej. Trudno trafić optymalnie, bo trwa to zaledwie 2 tygodnie, jednak tym razem udało się.

Mój Wymarzony Domek


Już teraz wiem, że nigdy nie zapomnę tej siódmej wizyty. Jesteśmy dopiero na półmetku, a ilość wrażeń, jakich doznaliśmy mogłaby wypełnić miesiąc. Będę o tym wszystkim sukcesywnie pisała, ale dziś pragnę podziekować Marcie, która w październiku ubiegłego roku zapytała o książki znajdujące się w pokoiku Ani na Zielonym Wzgórzu. Zadzwoniłam wówczas na Zielone Wzgórze i jeden z pracowników następnego dnia przysłał mi listę książek, które znajdują się na półce za drzwiami szafy. Półki tej nigdy nie widać, gdyż drzwi są otwarte i wisi na nich sprezentowana przez Mateusza sukienka. Wczoraj jednak miałam ogromny zaszczyt być w tym pokoju i wszystko dokładnie pooglądać. Dziękuję więc z całego serca Marcie za to pytanie, bez którego nie znalazłabym się pewnie nigdy w pokoju Ani. I dziękuję kanadyjskim Parkom Narodowym, które wydały mi specjalne pozwolenie na sfotografowanie Zielonego Wzgórza dla polskich Czytelników mojego bloga. Wczoraj spełniło się moje marzenie...





Lista książek:

The Family at Misrule by Ethel Turner
Modern School Geography and Atlas, published by Canadian Publishing Company Limited
The Pocket Measure by "Pansy"
From Different Standpoints by "Pansy"
New Canadian Readers Book III 20th Century Edition published by Gage & Co's Education Series
MacMillan's Canadian School Series Geometry by Hall & Stevens
The Practical Speller 20th Century published by Gage & Co's Education Series
The Canadian Readers Book IV (No other information)
The Golden Girl by Agnes Louise Provost and Ladbroke Black
The "A.L." Bright Story Readers Grade III Sinbad the Sailor prepared by W.H. Webster
Latin Prose Composition by R.A. Little
Revised Edition Elementary Arithmetic by Smith and McMurchey (published by Gage & Co's Education Series)
The New Magdalen by Wilkie Collins
Lady Rose's Daughter by Mrs. Humphrey Ward
The Broad Highway by Jeffrey Famol
Carteret's Cure by Richard Keverne
Greenleaf's New Practical Arithmetic by Benjamin Greenleaf




 Green Gables Heritage Place, photos by Bernadeta Milewski courtesy of Parks Canada

piątek, 19 lutego 2016

Premiera w Toronto


W ubiegły poniedziałek odbyła się kanadyjska premiera filmu telewizyjnego „Ania z Zielonego Wzgórza” w reżyserii Johna Kenta Harrisona. W trzeci poniedziałek lutego kilka kanadyjskich prowincji obchodzi Dzień Rodziny (na Wyspie Księcia Edwarda jest obchodzony Dzień Wyspiarza), w związku z czym poniedziałkowa premiera przypadła na dzień wolny od pracy. Kiedy o godzinie 18:00 Kanadyjczycy zasiedli przed ekranami telewizorów, aby zobaczyć tę nową adaptację na kanale YTV, ja byłam już po premierze w Toronto, na którą wybraliśmy się w ostatniej chwili. Oficjalnie nie było premiery w Toronto – na jej temat nie można było znaleźć żadnych informacji w Internecie. Odbył się natomiast premierowy pokaz dla członków Centrum Kulturalnego TIFF Bell Lightbox w Toronto, pokaz, na który udało mi się cudem zdobyć bilety od dystrybutora filmu Corus Entertainment. 


Kiedy w czerwcu ubiegłego roku świat obiegła informacja o nowej adaptacji książki, dowiedzieliśmy się, że film skierowany będzie do młodszego widza. Producentem wykonawczym tej nowej adaptacji była wnuczka Lucy Maud Montgomery, Kate Macdonald Butler, która dbała o integralność historii Ani Shirley przedstawionej w filmie. Na premierowym pokazie Kate przywitała widzów w imieniu Spadkobierców Lucy Maud Montgomery i zapewniła, że ta nowa produkcja oddaje klimat najsłynniejszej powieści jej babci. 


Trudno stwierdzić, jaka była dokładnie rola Kate w procesie twórczym. Nie jestem ekspertem w dziedzinie produkcji filmowych, ale z rozmów z osobami, które się z nimi zetknęły wynika, że producent wykonawczy nie ma wielkiego wpływu na końcowy kształt filmu. Niemniej jej sam udział z ramienia Spadkobierców w procesie powstawania filmu sugeruje, iż ta nowa adaptacja posiada aprobatę rodziny pisarki (jak z pewnością pamiętacie Spadkobiercy Lucy Maud Montgomery mieli wiele problemów z Kevinem Sullivanem i jego adaptacją).

Na premierowy pokaz przybyliśmy o 13:15. Odebraliśmy bilety, za które jestem niezmiernie wdzięczna Rebece Rebeiro z Corus Entertainment i od razu zauważyliśmy Ellę Ballentine, która na premierę przyszła ze swoją mamą. Z Ellą wymieniłam kilka wiadomości, więc wiedziała, kim jesteśmy. Podziękowała nam za przyjazd, bo chyba nikt inny nie przyjechał z tak daleka. Po chwili pojawiła się w tłumie Kate Macdonald Butler. Oczywiście od razu do niej podeszłam, żeby się przedstawić. Podczas rozmowy z Kate dowiedziałam się, że ma nadzieję zjawić się kiedyś w Polsce — w kraju, w którym, wszyscy znają nazwisko jej babci i który jej mama Ruth odwiedziła w 1985r. Udało nam się też poznać Sarę Botsford, która zagrała Marylę Cuthbert oraz Julię Lalonde, która wcieliła się w postać Diany Barry. 






Dosyć sporo wiedziałam na temat filmu z recenzji prapremierowego pokazu w Ottawie, który odbył się 2 lutego. Linda i Jack Hutton z Muzeum w Bala byli na tym pokazie i następnego dnia opublikowali recenzję, która szybko obiegła świat. Ich niezwykle przychylna opinia na temat filmu została przyjęta z ulgą w środowiskach związanych z Lucy Maud Montgomery. Recenzja trafiła nawet do ukazującego się w Charlottetown dziennika ”The Guardian” i niewątpliwie miała wielki wpływ w procesie opiniotwórczym. Kiedy na scenę wyszli aktorzy i Kate, byłam bardzo wzruszona, a kiedy w pierwszych minutach pojawiły się znajome miejsca z ukochanej przeze mnie Wyspy Księcia Edwarda miałam w oczach łzy. Latarnia Cape Tryon z lotu ptaka i te czerwone pola... Te ujecia były chyba nagrywane tuż przed naszą czerwcową wizytą na Wyspie Księcia Edwarda...


Trudno mi pisać o samym filmie, aby nie zdradzić zbyt wiele. Jedno jest pewne — prawdziwą gwiazdą tej nowej adaptacji jest Ella Ballentine, czyli młodziutka odtwórczyni głównej roli. Nie wyobrażam sobie, jak trudno było wcielić się w rolę, która od 30 lat kojarzona jest z Megan Follows. Zastanawiałam się wielokrotnie, jak reżyser poradzi sobie z tą zaliczaną już do klasyki kreacją. Okazało się, że reżyser skupił się na nowym scenariuszu i aktorzy odgrywali swoje role przewidziane w ramach owego scenariusza. Ania Shirley była więc Anią stworzoną przez Susan Coyne i w tę postać Ella wcieliła się po mistrzowsku. Jaka była ta nowa Ania? Bardziej dziecięca od kreacji Megan, a tym samym miejscami bardziej wiarygodna. Megan Follows dzięki swojemu warsztatowi i wiekowi (miała 17 lat, kiedy grała Anię) odegrała idealną Anię. Sporo młodsza Ella wprowadziła dużo niewinności, wrażliwości i autentyzmu. W pewnym momencie widz mógł odciąć się od książki, poprzedniej adaptacji i swoich własnych oczekiwań i po prostu z zainteresowaniem śledzić losy rudowłosej sierotki. A losy te nie były dokładnym odzwierciedleniem przygód Ani z książki Lucy Maud Montgomery. Wiedziałam o tym wcześniej i cieszę się, gdyż dzięki temu odpowiednio się nastawiłam. Już w zwiastunie pojawiły się zapowiedzi całkiem pokaźnych zmian, co wstępnie mnie trochę rozczarowało, ale nie zraziło na tyle, aby przekreślić ten piękny i wrażliwy film. 

W roli Mateusza zobaczyliśmy Martina Sheena. Jak przystało na znakomitego aktora, jego gra nie wzbudzała żadnych zastrzeżeń. Bardzo chciałam pokochać jego kreację, ale niestety nie wyszło. Mateusz z mojej wyobraźni po prostu był zupełnie inny —  bardzo zbliżony do tego, którego wykreował Richard Farnsworth w adaptacji Sullivana. Sheen nie był nieśmiały, a to była główna cecha charakteru Mateusza. Sara Botsford stworzyła interesującą kreację, choć i tutaj musiałabym znów oddać palmę pierwszeństwa Colleen Dewhurst, która jest świetnym przykładem aktorki umiejącej wspaniale oddać graną postać pomimo różnicy w wyglądzie zewnętrznym. 

Wyjątkowo nie odpowiadał mi niestety Drew Haytaoglu w roli Gilberta. Według mnie ta rola została źle obsadzona. Szkoda, bo lepsza obsada z pewnością zwiększyłaby notowania tego filmu. Nie twierdzę przy tym, że Drew nie ma talentu. Po prostu nie powinien on być obsadzony w roli Gilberta. Również nie przypadła mi do gustu Kate Henning w roli Małgorzaty Linde, przy czym jej rola jest tak epizodyczna, że nie jest to ogromny problem. 


Julia Lalonde dobrze zagrała Dianę, choć uprzedzam, że jej kolor włosów nie był zgodny z książką. Troszkę też raziła duża różnica wzrostu między Ellą a Julią.

Kostiumy nie zawsze wydawały się być zgodne z epoką (szczególnie kurtka zimowa Mateusza wyglądała zbyt współcześnie). Zielone Wzgórze nie przypominało w żaden sposób domostwa znanego mi z Wyspy Księcia Edwarda. Drogi byly pomalowane na czerwono (każdy, kto był na Wyspie wie, ze ten kolor jest nie do podrobienia), a włosy Ani czasem wyglądały prawie na pomarańczowe. 


Muzyka wydawała się pasować do klimatu Wyspy Księcia Edwarda, gdzie można znaleźć dużo szkockich wpływów. Pod koniec filmu usłyszeliśmy przepiękną piosenkę, ale nie udało mi się jeszcze jej zlokalizować (pracuję nad tym!). 

Sam film sprawiał miejscami wrażenie robionego „na szybko”. Być może faktycznie zabrakło czasu, aby dopracować przejścia między scenami, a być może te mniej naturalne przejścia charakteryzują film telewizyjny, który przerywany jest reklamami. My widzieliśmy go na dużym ekranie, bez przerw na reklamy, więc te „zgrzytające” przejścia trochę nas drażniły. 

Bardzo podobały nam się natomiast sceny, w których Ania pokazuje jaka jest, zamiast mówić o tym. Jest więc Ania tańcząca ze szczęścia wśród pól, Ania podziwiająca przyrodę, Ania przeżywająca głęboko nowe doświadczenia.

Każdy wielbiciel Ani koniecznie powinien zobaczyć tę nową adaptację. Czy udało się dzięki niej trafić do nowego pokolenia? Myślę, że jak najbardziej! Dla mojej 8–letniej córki, która również była na premierze, to właśnie Ella będzie Anią Shirley. 






sobota, 10 października 2015

Odpowiedzi dr Rubio cz. II

Pytanie Pani Sylwii:

Czy po latach badania życia Lucy, obraz pisarki, jaki się z nich wyłonił dr. Rubio uważa za faktyczny, czy ciągle jeszcze budzi wątpliwości i dociekania Biografki? Bo to chyba trudno powiedzieć z całą pewnością "tak, taki był ten człowiek"... I drugie pytanie - Jakie było najdziwniejsze, albo najbardziej trudno dostępne ze źródeł dr. Rubio i czy może z dotarciem do niego wiązała się jakaś przygoda, bądź ciekawa historia?"

Dr Mary Henley RubioKiedy pisałam biografię, próbowałam sprawdzić wszystko, co zostało zawarte w Dziennikach. W większości LMM pisała prawdę, ale opisywała ją ze swojej własnej perspektywy. Któż mogłby zrobić to inaczej? Z pewnością przekręciła historię Hermana Learda, jak pisałam w biografii, jednakże nie pisała nieprawdy — po prostu pominęła pewne rzeczy. Wspomina, że była na ślubie Frederyki, choć nie była. Pominęła dużą część historii Chestera, gdyż miała nadzieję, że się on zmieni / ustatkuje i nie mogę jej za to winić, skoro planowala publikację Dzienników i wiedziała, że Chester ma dzieci, które kiedyś mogą te Dzienniki przeczytać. Jednym z dużych wyzwań było odnajdywanie wątków historii Chestera. Również trudne było pełniejsze zrozumienie, dlaczego zarówno w Leaskdale, jak i w Norval sprawy sie popsuły. Po publikacji Dzienników wspomnienia ludzi ulegly zmianie — zarówno w kwestii tego, co się zdarzyło, jak i tego, co oni myśleli o LMM — i to sprawiło, że bardzo trudno było wydobyć z ludzi prawdziwe historie. Uważam, że żadne badania przeprowadzone po publikacji Dziennikow nie są wiarygodne. 

Pytanie Pani Kataliny:

W swoich wczesnych książkach kwestie na tamten czas uważane za intymne i bardzo osobiste były opisywane bardzo zdawkowo, w swoich późniejszych dziełach autorka pisze o zdradach, rozwodach i np. poronieniu dziecka wprost i tu moje pytanie do dr Rubio: Czy to rzeczywiście zmiana obyczajowości sprawiła, że Montgomery pisze o takich sprawach wprost czy może jej własne trudne doświadczenia życiowe skłoniły ją do poruszenia takich tematów? Bo widać, że im późniejsza Montgomery tym mniej jest w jej książkach tej sielankowości, za którą świat pokochał np. serię o Ani."

Dr Mary Henley Rubio: Nie zauważam tak wielkiej różnicy w tematyce — z pewnością można natomiast zauważyć wiekszą zmianę tonu. We wczesnych książkach spotykamy się ze strasznym okrucieństwem doświadczanym przez dzieci takie jak Ania czy Emilka, ale lekkość i humorystyczność tonu często łagodzi ból. Ton pozwala się domyślać, że sprawy dobrze się ułożą. Kiedy Montgomery pod koniec swojego życia była pogrążona w swoim własnym bólu, trudniej było jej utrzymać lekki ton. Jestem pewna, że przynajmniej w małym stopniu widziała siebie samą w postaci kontrolującej babci w „Janie ze Wzgórza Latarni”. „Penguin”, wydawca „Ani z Wyspy Księcia Edwarda”, reklamował tę książkę jako „mroczniejszą”, ale był to bardziej chwyt marketingowy niż fakt. Wydawcy muszą mieć jakiś chwyt, aby sprzedawać książki.

Można zauważyć natomiast dużą różnicę między tonem powieści, szczególnie wczesnych, a tonem Dzienników. Reprezentują one dwie strony Lucy Maud Montgomery.

Pytanie Pani Kasi:

„Jako autorka biografii L.M.Montgomery, gdyby miała Pani szansę uzyskać jedną odpowiedź od samej Montgomery, o co by Pani ją zapytała?"

Dr Mary Henley Rubio: To trudne pytanie. LMM pisała z wielką wnikliwością o uczuciach dzieci, ale sama była trudną matką. Może zapytałabym ją: „Gdybyś dostała drugą szansę w wychowaniu dzieci, czy jest coś, co zrobiłabyś inaczej?”

Pytanie Pani Uchomisi:

Jako, że z nazwiskiem pani Rubio pierwszy raz zetknęłam się w książce "Kuchnia z Zielonego Wzgórza" zapytam czy wypróbowywała któryś z przepisów L.M. Montgomery?" 

Dr Mary Henley Rubio: Tak, przez jakiś czas miałam jej własną ksiażkę z przepisami i skopiowałam wszystkie przepisy, jakie LMM dawała swoim służącym, aby na ich podstawie przygotowywały posiłki. Stuart był zachwycony, kiedy odnalazłam jej przepis na placek niby wiśniowy, który zagubił się wiele lat wcześniej. Jest to bardzo smaczne ciasto. Jej placek z rabarbarem jest wyśmienity. Stuart bardzo lubił jej kandyzowaną marchewkę, ale ja osobiście jej nigdy nie robiłam. Rodzina Crawfordów przygotowała ksiażkę z jej przepisami, które w większości pochodziły od Frederyki i rodziny Campbellów. Nieproporcjonalnie dużo w niej deserów, co było odpowiednie dla ludzi, którzy w lecie pracowali na polach, a w zimie mieszkali w zimnych domach. Potrawy te sprawiłyby, że szybko przybralibyśmy na wadze, choć są bardzo smaczne. Maud była pierwszorzędną kucharką.

Data wywiadu: 27. 09. 2015
T
łumaczenie: Bernadeta Milewski



Wszelkie prawa zastrzeżone. Proszę o niekopiowanie tekstu bez mojej pisemnej zgody (ustawa z dn. 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

poniedziałek, 5 października 2015

Odpowiedzi dr Rubio cz. I

Pytanie Pana Krzysztofa:

"
Jak długo Pani doktor Rubio bada życie Lucy Maud Montgomery? I dlaczego zainteresowała się właśnie jej życiem?"


Dr Mary Henley Rubio: Badania nad życiem Lucy Maud Montgomery rozpoczęłam na początku lat 70. ubiegłego stulecia. Sporo się działo podczas tych wczesnych lat: moje córki uczęszczały do kanadyjskiej szkoły podstawowej i używały prawie wyłącznie amerykańskich podręczników, więc wraz z koleżanką z pracy stworzyłyśmy podręcznik szkolny zatytułowany „Kanata”, aby wprowadzić kanadyjskich pisarzy dla dzieci do systemu edukacji. W 1975r. rozpoczęliśmy także wydawanie dziennika akademickiego o nazwie „CCL: Kanadyjska literatura dla dzieci” , ponieważ nie istniało wówczas inne gotowe źródło, z którego można by było dowiedzieć się na temat kanadyjskich książek dla dzieci. [Nie było wtedy zbyt wiele kanadyjskiej literatury dla młodzieży.] Następnie wprowadziliśmy kurs literatury dziecięcej na wydziale filologii angielskiej na Uniwersytecie w Guelph, w którym zawarliśmy kilku kanadyjskich autorów wśród międzynarodowych. W tym samym czasie próbowalam też znaleźć materiały dla moich dziewczynek i LMM była oczywistym wyborem!

Tak bardzo zainteresowała mnie Lucy Maud Montgomery, ze kontynuowałam badania nad jej życiem. Elizabeth Waterston wspomniała mi o istnieniu jej Dzienników, które były wtedy w rękach jej syna w Toronto — dr. Ewana Stuarta Macdonalda, lekarza medycyny. Wysłałam mu kopię numeru naszej gazetki CCL, który traktował o jego matce, po czym spotkałam go osobiście.  Po pewnym czasie poprosił mnie on, abym edytowala Dzienniki i napisała biografię matki. (Chciał, abym napisała biografię opierając się na Dziennikach jako źródle badań, ale ja wiedziałam, że dobra biografia musiałaby pociągać za sobą wiele badań wychodzących poza Dzienniki.) Również Elizabeth spotkała dr. Macdonalda przed napisaniem pierwszego artykułu naukowego na temat LMM w latach 60. To był początek feministycznej uwagi zwróconej w kierunku autorek i popularnych pisarek oraz do uświadomienia ważnej roli socjalizacji kobiet.

W tym czasie LMM była uznawana przez naukowców i media za  trzeciorzędną autorkę sentymentalnych powieści dla dziewczynek i kobiet. Tymi krytykami byli oczywiście w większości mężczyźni, ponieważ w tamtych czasach niewiele kobiet pracowało w tych profesjach. W latach 60. młoda i niezwykle utalentowana Elizabeth Waterston została poinformowana przez starszych mężczyzn ze swojego wydziału, że jeśli liczy na awans w świecie akademickim, nie powinna tracić więcej czasu na LMM. W 1975 roku chciałyśmy zmienić reputację Montgomery, gdyż wiedziałyśmy, że nie tylko jej książki były czytane w wielu krajach, ale również wpłynęła ona na wiele pisarek na całym świecie. Za każdym razem, kiedy nasz ówczesny przewodniczący Wydziału Filologii Angielskiej  (Dr G. Doug Killam) wracał z jednego ze swych wyjazdów, podczas których przemawiał w innych krajach (w Australii, Indiach, Europie, Afryce, Wielkiej Brytanii), opowiadał mojemu mężowi, że jedynym kanadyjskim pisarzem rozpoznawanym w różnych krajach jest Lucy Maud Montgomery. Słusznie więc przypuszczał, że ktoś, kogo książki czytano na całym świecie i powszechnie kochano, był ważnym pisarzem, nawet jeśli pisał o życiu dziewcząt i kobiet.

Rekrutujące się z ruchu feministycznego kobiety zajmujące się krytyką literatury również zaczęły na to wskazywać, a historycy kultury zaczęli przyglądać się wpływowi „bestsellerów" na postawy społeczne. Kiedy poznałam dr Elizabeth Epperly, która była w mniej wiecej moim wieku i która kochała książki LMM, okazało się, że mamy zbieżne opinie, podobne do opinii wielu innych badaczek na całym świecie (w tym Barbary Wachowicz, która napisała do dr. Macdonalda list, a który on przekazał mnie). Gabriella Ahmansson ze Szwecji rozpoczynała w tym czasie pisanie pracy doktorskiej na temat LMM i napisała do nas w tej sprawie. Wiele tych spraw zeszło się w czasie, a my dodatkowo publikowałyśmy na łamach CCL: Kanadyjskiej Literatury Dla Dzieci. Dokładne wykazy artykułów można znaleźć w indeksie Uniwersytetu w Guelph. Po opublikowaniu Dzienników, Betsy Epperly mógła powołac Instytut LMM, dzięki któremu powstało wiele artykułów oraz książek. Sądzę, że w chwili obecnej LMM jest ikoną kultury.

Pytania Pani Katarzyny:

"Czy istnieje cień szansy na to, że ukaże się na polskim rynku wydawniczym? Zastanawiam się także nad jednym. Po tylu latach poszukiwań doktor Rubio na pewno w jakiś sposób związała się z postacią L.M.Montgomery. Poznała autorkę Ani na tyle, aby ocenić jej charakter. Jestem ciekawa w jaki sposób mogłaby ją opisać? Czy gdyby spotkała ją na swojej drodze polubiłaby ją od pierwszego wejrzenia, czy może potrzebowałaby trochę czasu, aby dostrzec w niej pokrewną duszę?"

Dr Mary Henley Rubio: Sądzę, że książki są jedynie tłumaczone wtedy, kiedy tłumacz pisze do wydawcy prośbę o wydanie zgody na przetłumaczenie książki i następnie, po jej otrzymaniu, dokonuje przekładu.

Jeśli chodzi o drugie pytanie, to trudno odpowiedzieć, chociaż czuję, że bardzo dobrze znam Lucy Maud Montgomery: wewnątrz LMM było bowiem wiele osób, innymi słowy była ona bardzo skomplikowanym człowiekiem. Jest rzeczą oczywistą, że różniła się w różnych okresach swojego życia. Była też inną osobą w kontaktach z zaufanymi ludźmi niż z przypadkowymi znajomymi. Była jedną osobą w pewnych sytuacjach, a inną w innych. Jednak cechowała się wewnętrznym rdzeniem życzliwości i uczciwości i zawsze jej intencje były dobre. Mimo to LMM sama mówiła o sobie, że nie zawsze była „dobra". Wiedziała, że ​​jest cięta i ostra. Stuart powiedział, że wśród członków rodziny LMM wywoływała głębokie uczucia, jednak bycie jej synem nie było łatwe. Osobiście uważam, że bycie jej mężem również nie byłoby łatwe: była zbyt inteligentna i bywała bardzo bezpośrednia. Służące twierdziły, że ​​to ona „nosiła spodnie" w rodzinie. Jednak pierwsza żona Chestera podziwiała ją, podobnie jak wszystkie służące oraz parafianie, z którymi rozmawiałam, a których było sporo. Nawet służące, o których LMM nie wyrażała się zbyt pochlebnie podziwiały ją, chociaż mogły być w stosunku do niej krytyczne. Wszyscy uważali, że była wspaniałą rozmówczynią i gawędziarką i że bardzo przyczyniła się dla kościoła oraz lokalnej społeczności.  Nikt nie wątpił w jej szczerość i uczciwość.  Jak Papież powiedział dziś: „Nasze stopy brudzą się na ścieżce życia. Nikt z nas nie jest doskonały.”

Czy osobiście bym ją lubiła? To zależy…. Gdybym była jej matką kiedy była mała, myślę, że byłabym zmęczona jej zmiennością i energią: zajmowanie się nią nie byłoby łatwe, ale bym ją kochała. Gdybym była jej rówieśnicą, kiedy była młoda, uwielbiałabym ją jako przyjaciółkę, gdyż była zawsze interesująca i zabawna. Byłoby wspaniale być jej współlokatorką w college'u i sąsiadką w Cavendish, gdyż tak bardzo udzielała się dla społeczności lokalnej. Podziwiałabym ją, gdy była żoną pastora i pisarką, gdybym była wówczas parafianką — Montgomery dawała naprawdę dużo z siebie parafianom. Były jednak i czasy czasy, kiedy bym jej nie lubiła: Stuart powiedział, że frustrujące było dla niego jej poczucie „dumy", gdy Chester zaczął się niewłaściwie zachowywać — czuła się upokorzona i całkowicie pochłonięta jego zachowaniem; gdybym była wtedy jej dzieckiem, miałabym jej za złe, że koncentruje się i wpada w obsesję ze względu na złe dziecko, a nie koncentuje się na mnie, dziecku, które zachowywało się dobrze. (Oczywiście jest to typowe poczucie winy w przypadku rodziców, którzy mają podobną sytuację i ja sama zareagowałabym podobnie). Niektóre osoby z ostatniej parafii czuły, że ​​była pod zbyt wielkim wrażeniem bogactwa państwa Barraclough i zazdrościli bliskości Macdonaldów z tą rodziną; prawdopodobnie czułabym się tak samo, gdybym była zbyt biedna, aby przyjmować ją na wykwintnych obiadach i czuła, że mój status społeczny jest zbyt niski, by był dla niej interesujący. Podziwiałabym ją natomiast za etykę pracy i talenty. Ale wszystko zależy od tego, gdzie się stoi w stosunku do sytuacji lub osoby, czyż nie? [Jeśli jesteś nauczycielem, student, któremu dałeś zasłużoną szóstkę pewnie myśli, że jesteś wspaniały, a ten, który dostał zasłużoną jedynkę prawdopodobnie tak nie myśli i sądzi, że to twoja wina.]

Całkiem dobrze poznałam Stuarta (i Ruth), a starsi ludzie, którzy znali zarówno jego, jak i jego matkę powiedzili mi, że był do niej bardzo podobny. Stuarta nie dało się nie lubić — mógł cokolwiek zmienić w coś interesującego: ze zwykłej wycieczki do sklepu spożywczego wracał z zabawnymi historyjkami. Cechowało go wspaniałe poczucie humoru i uznanie dla języka oraz ironii w życiu. Był również lubiany przez kolegów. Potrafił być też bardzo bezpośredni, ale jego uwagi nie były niesprawiedliwe.

Czy lubiłabym więc LMM? Tak, w większości. I z pewnością podziwiałabym ją. Bardzo lubiłabym jej towarzystwo. Była hojna pomagając ludziom, którzy byli w potrzebie, co podziwiam — wiele osób mówiło mi o tym, że pomogła im finansowo, kiedy byli w tarapatach, o czym ona rzadko wspomina w Dziennikach.

Jedna ważna uwaga: nigdy nie byłam nią znudzona podczas 40 lat, kiedy poświęciłam jej sporo uwagi w moich badaniach. Bardzo często biografowie dochodzą do momentu, kiedy zaczynają czuć nienawiść do człowieka, na którego temat piszą. Mnie się to nie przytrafiło. Jeśli LMM miała słabości, mogłam tylko stwierdzić, że moje są większe. Czułam jednak, że cechy osobowości, które związane były z niepewnością spowodowaną jej dzieciństwem były uciążliwe, zwłaszcza pod koniec życia, kiedy najbardziej się uwidoczniły. Nigdy nie chciałabym być osobą, przy której LMM straciłaby panowanie nad sobą. Nie lubiła konfrontacji i unikała ich, ale kiedy wybuchała, ludzie nigdy nie byli w stanie tego zapomnieć. Ludzie musieli się zawsze pilnować w kontaktach z babcią Maud — myślę, że robili to też w kontaktach z nią samą. Nikt nie chciał, by miała o nim złą opinię.


Data wywiadu: 27. 09. 2015
T
łumaczenie: Bernadeta Milewski

Wszelkie prawa zastrzeżone. Proszę o niekopiowanie tekstu bez mojej pisemnej zgody (ustawa z dn. 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych)

poniedziałek, 21 września 2015

Powrót do Ontario

Czas wrócić do Ontario i dokończyć relację z pobytu. W niedzielę, poza wizytą w Swansea, odwiedziliśmy też kilka miejsc znanych z filmów Sullivana. Plany mieliśmy ambitne, które jednak dosyć szybko zostały zweryfikowane – w Toronto coś się właśnie działo i napotkaliśmy w związku z tym sporo utrudnień w ruchu drogowym. Szczęśliwie udało się nam dotrzeć do dwóch miejsc, na które nie wystarczyło czasu w maju. Pierwszym z nich było Muzeum Spadina, filmowy dom ciotki Józefiny. Wokół Muzeum znajdują się wspaniałe ogrody i sady – pomimo tego, że znajduje się ono w sercu ponad 2 milionowego miasta można tu odciąć się od panującej za jego murami pędzącej rzeczywistości. 









Z Muzeum udaliśmy się do Edwards Gardens, gdzie znajduje się most, na którym Ania i Gilbert spotkali się w Kingsport. My widzieliśmy go podczas słonecznej letniej niedzieli, zaś w filmie scena ta filmowana była w chłodny, deszczowy i mglisty dzień. 





Oczywiście nie mogliśmy pominąć Zielonego Wzgórza... Niestety dom ten popada w ruinę... W maju wyglądał trochę lepiej, ale i wtedy gołym okiem było widać, że lata świetności ma już za sobą. Wielka szkoda, że obecni właściciele nie dbają o swój dom...




Z Zielonego Wzgórza pojechaliśmy jeszcze do Stouffville, aby ponownie zobaczyć słynny most, na którym doszło do przyjęcia oświadczyn Gilberta i pocałunku. Również most jest w złym stanie. Nie wiem, jak długo jeszcze postoi. Most ten jest repliką mostu z filmu – tamten zawalił się niedługo po nakręceniu filmów.





Na nic więcej nie mieliśmy czasu... Bardzo chciałam pojechać jeszcze raz do Leaskdale, żeby zobaczyć ławkę z siedzącą na niej Lucy Maud Montgomery — ławka ta została odsłonięta podczas uroczystej ceremonii na początku czerwca. Niestety, nie udało się.

Amy Brailey z blogu ”Legacy Hunting” pozwoliła mi pokazać Wam kilka swoich zdjęć z miejsc, do których ja nie dotarłam. Być może uda mi się kiedyś odwiedzić te zakątki, ale nie obiecuję. Dziękuję z całego serca Amy za jej zdjęcia.

Szkoła w Avonlea. Zdj. A. Brailey
Zielone Wzgórze - tył. Miejsce śmierci Mateusza.
Las, przez który szły Ania i Diana. Zdj. A. Brailey

Płot, po którym chodziła Józia
Zielone Wzgórze - tył. Zdj. A. Brailey
Dach kuchni, po którym chodziła Ania. Zdj. A. Brailey

sobota, 19 września 2015

Wyniki


Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie. Wasze pytania prześlę dr Rubio, która w wolnej chwili przygotuje odpowiedzi. Większość z poruszanych przez Was kwestii omawiałam z dr Rubio podczas naszych spotkań w maju i sierpniu, więc znam odpowiedzi, jednak myślę, że lepiej będzie oddać głos słynnej badaczce życia Lucy Maud Montgomery. 

Nagroda w konkursie, książka ”The Gift of Wings” z autografem Mary Henley Rubio idzie do Pani Katarzyny Górnej–Oremus, zaś nagroda pocieszenia w postaci pocztówki z autografem do Pana Krzysztofa Singera. Bardzo proszę Zwycięzców o przesłanie danych do wysyłki na adres info@choosinghope.org lub poprzez formularz kontaktowy na blogu. Gratuluję z całego serca!




Przedwczoraj wysłałam dr Rubio kilka zdjęć z Krakowa. Bardzo się ucieszyła, gdyż dzięki tym zdjęciom odżyły wspomnienia. W 1984r. dr Rubio odwiedziła Polskę wraz z dr Elizabeth Waterston (której zawdzięczamy nowe spojrzenie na twórczość L.M. Montgomery) i wdową po Stuarcie Macdonald — Ruth Macdonald. W sierpniu rozmawiałyśmy trochę o tej podróży, która o mały włos nie doszłaby do skutku, gdyż Polska Ambasada nie chciała wydać wiz. Na szczęście udało się je zdobyć w dniu wylotu i 3 Kanadyjki znalazły się w kraju, w którym wszystkie dziewczęta i kobiety znały Anię Shirley. Doktor Rubio wspominała wizytę w przydrożnej restauracji, w której jedynym dostępnym produktem była wódka. Kiedy kelnerka dowiedziała się jednak od tłumaczki, że trzy panie (wśród nich jedna, dr Waterston, z nogą w gipsie) przyjechały z kraju Ani z Zielonego Wzgórza, szybko pobiegła do okolicznych domów i zorganizowała wszystko, co było potrzebne do odpowiedniego podjęcia tak znakomitych gości. Mary Rubio dodała, że tego dnia z pewnością większość mężczyzn z wioski nie jadła obfitego obiadu po powrocie z pracy. Mnie to zupełnie nie zdziwiło — Polska znana jest z gościnności.

Raz jeszcze dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie. Mam nadzieję, że ucieszy Was to, iż doktor Rubio odpowie na Wasze pytania. Dziękuję również za życzenia i wszelkie przejawy sympatii — bardzo się cieszę, że tak wielu z Was wiernie mi towarzyszy w podróżach do Avonlea.

poniedziałek, 7 września 2015

Konkurs


Dzisiejszym wpisem przerywam opis mojej podróży do Ontario, ale myślę, że się na mnie nie pogniewacie. Jestem właśnie na kilka dni w Polsce, gdzie wraz ze mną dotarła pewna bardzo wartościowa pozycja książkowa. Jeszcze w maju poprosiłam doktor Rubio o jej autograf w biografii ”Lucy Maud Montgomery – The Gift of Wings”. Pomyślałam, że będzie ta książka wspaniałą nagrodą w konkursie z okazji drugiej rocznicy bloga. 

Jak można powalczyć o tę nagrodę? Zasady są bardzo proste. Aby wziąć udział w losowaniu, należy w komentarzu pod dzisiejszym wpisem zamieścić pytanie, które chcielibyście zadać doktor Rubio. Czekam do 13 września. Zwycięzca zostanie wyłoniony losowo spośród osób, które napiszą komentarz. 

Życzę powodzenia i niecierpliwie czekam na interesujące pytania.