sobota, 29 sierpnia 2015

Journey's End

W 60. roku swojego życia L.M. Montgomery po raz pierwszy zamieszka we własnym domu. W Swansea, na przedmieściach Toronto, na ulicy Riverside Drive słynna pisarka kupi dom wybudowany w popularnym w latach 20. i 30. ubiegłego stulecia stylu neo – Tudor. Dom Macdonaldów znajdzie się w doborowym towarzystwie — ich sąsiadami będą dobrze sytuowani protestanci, m.in. prawnicy, lekarze, właściciele sklepów, agenci nieruchomości i majętni przedsiębiorcy.

Migoczące w oddali wody jeziora Ontario, które w pogodne dni łączyły się z błękitem nieba, przypominały Maud krajobraz Wyspy Księcia Edwarda. Przepływająca za domem rzeka Humber nie dorównywała co prawda pięknem rzece Credit, ale rosnące po jej drugiej stronie sosny przypominały pisarce sosny, które pokochała podczas pobytu w Norval. Posiadanie domu na Riverside Drive było synonimem bogactwa i sukcesu — do 1935r. Maud osiągnęła tak wiele, że bez problemu wpasowała się w ekskluzywne sąsiedztwo na Riverside Drive.



Rzeka Humber

Jezioro Ontario

W niedzielę wybraliśmy się więc na Riverside Drive. Nieopodal domu z numerem 210 (w czasach LMM dom miał numer 210A) znajduje się skwer, przy którym umieszczono pamiątkową tablicę. Przypadkowy przechodzień nie dowie się z niej, gdzie dokładnie mieszkała Maud, jednak podążający śladami pisarki turyści nie mają większych problemów z odnalezieniem „Journey’s End” („Koniec podróży”). 







Słoneczne niedzielne przedpołudnie sprzyjało naszemu spacerowi po Riverside Drive. Tym razem mieliśmy dosyć czasu, aby zobaczyć też domy sąsiadów. Pod numerem 208 mieszkała z rodzicami i rodzeństwem Margaret Cowan, młodziutka dentystka, która spełniała wszelkie oczekiwania Maud w stosunku do przyszłej synowej. Przez jakiś czas Stuart spotykał się z nią, jednak los bywa przewrotny — matka Margaret nie była przychylna związkowi swojej córki z młodzieńcem pochodzącym z rodziny, która, jak się wkrótce okazało, miała wiele problemów.



Doktor Richard Lane, który leczył zarówno Maud, jak i Ewana, mieszkał po drugiej stronie, pod numerem 219. To on 24 kwietnia 1942r. zostanie wezwany po śmierci pisarki do jej domu.


Dom pod numerem 202 jest wyjątkowo okazały. Należał on do Alberta Edwarda LePage’a – agenta nieruchomości, który sprzedał Maud jej dom na Riverside Drive. LePage pochodził z Wyspy Księcia Edwarda i jako agent wynegocjował dla pisarki bardzo korzystną cenę – 12500 dolarów (dom miał wyjściowo kosztować 14000 dolarów). L.M. Montgomery zmuszona była zaciągnąć kredyt hipoteczny, który spłacała po 50 dolarów na miesiąc, aby móc kupić swój Wymarzony Dom. Sytuacja finansowa autorki nie była więc aż tak różowa, jak mogłoby się wydawać. 



Dokładnie 7 lat po opuszczeniu plebanii w Norval, 24 kwietnia 1942r. życie Maud dobiegnie końca w jej sypialni przy Riverside Drive pod numerem 210A. Na stoliku nocnym Stuart i dr Lane znajdą zapisaną dłonią pisarki notkę, którą zinterpretują jako list samobójczy. W akcie zgonu nie pojawi się jednak słowo „samobójstwo”. Jako oficjalny powód śmierci podano zakrzepicę tętnicy wieńcowej, a znalezioną kartką papieru zajął się Stuart. Po blisko 40 latach po śmierci matki, kartkę tę przekaże dr Rubio z instrukcją, by zrobiła z nią to, co uzna za stosowne...
Cdn. 

środa, 26 sierpnia 2015

Norval


W poniedziałek, późnym wieczorem, wróciliśmy z Ontario. To była naprawdę udana wyprawa. W sobotę wyjechaliśmy bardzo wcześnie, żeby przed 14:00 dojechać do Norval. Tam czekała na nas dr Rubio wraz z Kathy Gastle. Umówiliśmy się z nimi na farmie Carterów, której właścicielem jest brat Kathy. Odbywał się tam właśnie konkurs artystyczny — rano grupa lokalnych artystów miała ponad 3 godziny czasu na stworzenie dzieł przedstawiających Norval i okolicę, a o 14:30 ogłoszono zwycięzców. Pierwsze miejsce przyznano pracy przedstawiającej plebanię w Norval.


Wraz z dr Rubio i Kathy udaliśmy się następnie nad rzekę Credit. Maud uwielbiała długie spacery nad rzeką, a samo Norval darzyła wielką miłością. Po opuszczeniu Norval bardzo długo tęskniła za jego pięknem, które w jakimś stopniu przypominało jej piękno Wyspy Księcia Edwarda. 



Maud planowała osiąść w Norval na stałe, gdzie rodzina Macdonaldów mogłaby mieszkać po przejściu Ewana na emeryturę. Jednak w 1933r. plany te diametralnie się zmieniły, kiedy romans Chestera, najstarszego syna Macdonaldów, z miejscową dziewczyną, Luellą Reid, doprowadził do przedmałżeńskiej ciąży. Dosyć szybko okazało się, że spokojna starość w malowniczym Norval nie dojdzie do skutku — zachowanie Chestera nie tylko przekreśliło marzenia Maud o własnym domu nad rzeką Credit, ale i doprowadziło wielebnego Ewana do kolejnego ataku depresji. Lucy Maud Montgomery podjęła w związku z tym decyzję o przeprowadzce do Toronto, gdzie liczyła na świeży start.

Wyjazd w 1935r. z Norval do Toronto załatwił jeszcze jeden poważny problem, który pojawił się w życiu Maud za sprawą młodszego syna Stuarta. „Jedyny dobry syn”, jak zwała go Maud, przez kilka lat dostarczał jej wielu zmartwień ze względu na przyjaźń, którą darzył swoją szkolną koleżankę z Norval – Joy Laird. Maud bardzo cierpiała z powodu tej przyjaźni, o której wspomni w Dziennikach dopiero w chwili, kiedy w jej odczuciu jest ona przeszłością. W 1937r. napisze o Joy Laird w bardzo negatywnym tonie, nie szczędząc gorzkich słów na temat jej pochodzenia i rodziny. Ta niesprawiedliwa ocena Joy będzie ciążyła Stuartowi przez całe życie – będzie mu przykro, że jego matka miała tak złą opinię o Joy, która pomimo braku wyższego wykształcenia będzie miała wspaniałą karierę jako asystentka w kancelarii prawniczej i będzie bardzo cenionym pracownikiem. Do końca życia pozostanie jednak samotna, wspominając miłość swojego życia – Stuarta Macdonalda i otaczając matczyną miłością swoją córkę chrzestną – Kathy Gastle. 

Z Norval pojechaliśmy do Glen Williams, gdzie znajduje się druga parafia (Union Presbyterian Church), którą miał pod sobą Ewan. 





W Glen Williams, na Mountain Street, mieszkali przyjaciele Macdonaldów – Ernest i Ida Barraclough. Maud wiele razy odwiedzała ich dom, a ściany ich jadalni były świadkiem interesujących rozmów między dobrymi przyjaciółmi.




Odwiedziliśmy też cmentarz w Glen Williams, gdzie znaleźliśmy grób Ernesta i Idy.


Dr Rubio podziwia Glen Williams :)



Z Glen Williams pojechaliśmy ponownie do Norval. Zobaczyliśmy kolejny raz Kościół i plebanię. Dr Rubio pokazała nam miejsce, gdzie Stuart rozbijał swój namiot, w którym spał kiedykolwiek pogoda na to pozwalała. W ten sposób udawało mu się unikać Chestera, do którego nie żywił sympatii.




W Norval mieszka też Elaine Crawford, córka urodzonej na Zielonym Wzgórzu w Cavendish Marion Webb. Elaine wraz z mężem Bobem prowadziła przez wiele lat piekarnię w Norval, w której znajdowała się izba muzealna poświęcona „cioci Maud”. Pod koniec ubiegłego roku piekarnię zamknięto, a Elaine i Bob przeszli na zasłużoną emeryturę. Elaine jest też współautorką książki „Kuchnia z Zielonego Wzgórza. Przepisy Lucy Maud Montgomery“.

Prezenty od Kathy Gastle


środa, 12 sierpnia 2015

Musical, kolekcja i kolejna podróż

Znów długo nie pisałam, a została mi jeszcze do opisania środa na Wyspie Księcia Edwarda. Z perspektywy czasu myślę, że trochę źle zaplanowałam ten dzień. 1 lipca jest dniem świątecznym w Kanadzie — Dniem Kanady. W Charlottetown dużo się w związku z tym działo, a my mieliśmy bilety na „Anię z Zielonego Wzgórza – Musical”. Jak wiecie, była to już moja szósta wizyta na Wyspie Księcia Edwarda, lecz nigdy wcześniej nie wybraliśmy się na musical. Myślę, że trochę obawiałam się rozczarowania... Wiele osób gorąco nam go jednak polecało, więc tym razem skusiliśmy się i podczas szóstej wizyty na Wyspie doświadczyłam w końcu czegoś, co większość turystów zalicza podczas pierwszej wizyty.


Cóż mogę powiedzieć o musicalu? Nadii się on bardzo podobał, a ja mogłabym się spokojnie bez tego doświadczenia obejść. Obsada była bardzo solidna – nie można było jej niczego zarzucić (aczkolwiek nie była to oczywiście produkcja na miarę Broadway’u). W roli Ani w tym roku debiutowała pochodząca z Wyspy Księcia Edwarda Jessica Gallant. Moim zdaniem dobrze poradziła sobie z rolą, jednak Ania Shirley, którą poznałam dzięki książkom Lucy Maud Montgomery zgubiła się gdzieś pośród piosenek i przesadnej gestykulacji. 


W Charlottetown można też zobaczyć musical „Ania i Gilbert” (”Anne and Gilbert“). Pomimo tego, że ma on dobre opinie, nie wiem, czy się kiedyś wybiorę.


W środę odwiedziliśmy też moją znajomą, której zleciłam namalowanie Mojego Wymarzonego Domku. Po powrocie do Springbrook, obraz od razu zawiesiliśmy na ścianie. :)


Ja też dostałam coś do swojej kolekcji. :)


A skoro mowa o kolekcji, to pochwalę się moimi nowymi nabytkami... Ten autograf Megan Follows dostałam już kilka tygodni temu, ale jakoś nie było okazji, aby go Wam pokazać. Bardzo mnie on ucieszył.






Niesamowicie tęsknię tym razem za Wyspą... Wróciliśmy zaledwie 5 tygodni temu, a mam wrażenie, że upłynął już co najmniej rok. Nie wiem, jak przeżyję tak długie rozstanie. Chciałabym się ponownie wybrać, ale mamy zbyt wiele innych planów. Już za 9 dni jedziemy ponownie do Ontario. Zupełnie nie planowaliśmy powrotu, jednak tak się złożyło, że po 3 miesiącach wracamy – na zaproszenie doktor Rubio :). Bardzo się cieszę, że będę miała okazję spędzić więcej czasu z tą słynną badaczką życia Lucy Maud Montgomery, która chyba bardzo nas polubiła w maju. 

poniedziałek, 20 lipca 2015

Żegnamy Wyspę

Za namową Andy’ego zostaliśmy na Wyspie dodatkowy dzień. W sobotę, która znów kusiła nas słońcem, mieliśmy okazję pożegnać się z miejscem, które tak bardzo wszyscy kochamy. Rano pojechaliśmy pierwszy raz podczas tej wizyty do Muzeum Ani z Zielonego Wzgórza w Park Corner. W środę śnił mi się George — pomyślałam, że pewnie zastanawiają się z Pam, dlaczego jeszcze ich nie odwiedziłam. Przejeżdżaliśmy obok Muzeum wiele razy, jednak zawsze brakowało czasu. W sobotę pojechaliśmy tam rano, żeby i ostatniego dnia nie umknęła nam szansa odwiedzenia jednego z ulubionych miejsc w ferworze ostatnich godzin na Wyspie. Dobrze trafiliśmy — w Muzeum była Pam, która powitała nas jak starych znajomych. Pokazała nam od razu wydrukowane zdjęcie Nadii, które zdobiło ich „bardzo ważną książkę” (zdjęcie to posłałam George’owi po tym, jak Nadia dostała kapelusz z rudymi warkoczami jako nagrodę w konkursie na stronie filmu „Ania z Zielonego Wzgórza” na Facebooku — jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy na nią głosowali!).


Zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie i już mieliśmy ruszać dalej, kiedy Pam zaczęła gdzieś wydzwaniać i usilnie gestykulować, abyśmy nie wychodzili. Po chwili wszystko się wyjaśniło... Pam zaserwowała nam wspaniałą niespodziankę — przejażdżkę z Mateuszem! Nie wypadało odmówić, więc podobnie jak w sierpniu, rozpoczynaliśmy nasz ostatni dzień na Wyspie od podziwiania Jeziora Lśniących Wód.






Po przejażdżce pięknie podziękowaliśmy Pam i chcieliśmy pojechać do Cavendish. Jednak nie udało się szybko wyjść, bo Pam zadzwoniła do Kensington po George’a, który już był w drodze... Przy okazji wspomnę, iż pomimo tego, że Wyspa Księcia Edwarda jest częścią cywilizacji zachodniej, czas biegnie tu zupełnie inaczej. Wszystko trwa zdecydowanie dłużej niż się planuje, a jeśli w planach uwzględnia się inne osoby, to należy się przygotować na długie rozmowy, na które nie zawsze jest czas :). George zjawił się po kilku minutach i zaczęliśmy rozmawiać, między innymi o lalkach, które wysłał on do Polski (przypominam, że jeszcze dysponujemy lalkami z Wyspy — można zamówić je pisząc na adres info@choosinghope.org). Było bardzo miło, ale niestety wskazówki zagarka nie chciały zwolnić i wkrótce musieliśmy pożegnać rodzeństwo Campbellów. Bardzo łatwo wyobrazić sobie, że i Maud uwielbiała przebywać u swoich kuzynów w Park Corner. 

Z Park Corner pojechaliśmy do Cavendish, a dokładnie na Zielone Wzgórze. 








Weekendy w Avonlea są zawsze interesujące :). Tym razem po dokładnym zwiedzeniu domu i odnalezieniu ametystowej broszki w pokoju Maryli oraz kawałków tabliczki szkolnej Ani, mieliśmy okazję spędzić sporo czasu z Anią Shirley i Ruby Gillis, które pozowały do zdjęć i bawiły się z dziećmi. Na godzinę łąka przy Zielonym Wzgórzu przeniosła się w czasie — nagle znaleźliśmy się w drugiej połowie XIX wieku, więc i zabawy były odpowiednie do epoki. Nadia bawiła się znakomicie! A ja patrząc na swoją 7–letnią córkę biegającą wraz z Anią przy Zielonym Wzgórzu poczułam pełnię szczęścia...
















Niestety znów przyszła pora, aby pożegnać i to ukochane miejsce... 







Nawet lody w wiosce Avonlea nie poprawiły nam tym razem humorów... 





Wracaliśmy do Springbrook z ciężkim sercem — następnego dnia mieliśmy opuścić Wyspę i zostawić to oszałamiające piękno za sobą... W  ubiegłym roku pisałam, że Bóg po stworzeniu świata dysponował resztkami piękna, którymi postanowił ozdobić niewielką wyspę we wschodniej Kanadzie. Teraz myślę, że Bóg tworząc Wyspę Księcia Edwarda chciał nam dać przedsmak raju...