środa, 12 sierpnia 2015

Musical, kolekcja i kolejna podróż

Znów długo nie pisałam, a została mi jeszcze do opisania środa na Wyspie Księcia Edwarda. Z perspektywy czasu myślę, że trochę źle zaplanowałam ten dzień. 1 lipca jest dniem świątecznym w Kanadzie — Dniem Kanady. W Charlottetown dużo się w związku z tym działo, a my mieliśmy bilety na „Anię z Zielonego Wzgórza – Musical”. Jak wiecie, była to już moja szósta wizyta na Wyspie Księcia Edwarda, lecz nigdy wcześniej nie wybraliśmy się na musical. Myślę, że trochę obawiałam się rozczarowania... Wiele osób gorąco nam go jednak polecało, więc tym razem skusiliśmy się i podczas szóstej wizyty na Wyspie doświadczyłam w końcu czegoś, co większość turystów zalicza podczas pierwszej wizyty.


Cóż mogę powiedzieć o musicalu? Nadii się on bardzo podobał, a ja mogłabym się spokojnie bez tego doświadczenia obejść. Obsada była bardzo solidna – nie można było jej niczego zarzucić (aczkolwiek nie była to oczywiście produkcja na miarę Broadway’u). W roli Ani w tym roku debiutowała pochodząca z Wyspy Księcia Edwarda Jessica Gallant. Moim zdaniem dobrze poradziła sobie z rolą, jednak Ania Shirley, którą poznałam dzięki książkom Lucy Maud Montgomery zgubiła się gdzieś pośród piosenek i przesadnej gestykulacji. 


W Charlottetown można też zobaczyć musical „Ania i Gilbert” (”Anne and Gilbert“). Pomimo tego, że ma on dobre opinie, nie wiem, czy się kiedyś wybiorę.


W środę odwiedziliśmy też moją znajomą, której zleciłam namalowanie Mojego Wymarzonego Domku. Po powrocie do Springbrook, obraz od razu zawiesiliśmy na ścianie. :)


Ja też dostałam coś do swojej kolekcji. :)


A skoro mowa o kolekcji, to pochwalę się moimi nowymi nabytkami... Ten autograf Megan Follows dostałam już kilka tygodni temu, ale jakoś nie było okazji, aby go Wam pokazać. Bardzo mnie on ucieszył.






Niesamowicie tęsknię tym razem za Wyspą... Wróciliśmy zaledwie 5 tygodni temu, a mam wrażenie, że upłynął już co najmniej rok. Nie wiem, jak przeżyję tak długie rozstanie. Chciałabym się ponownie wybrać, ale mamy zbyt wiele innych planów. Już za 9 dni jedziemy ponownie do Ontario. Zupełnie nie planowaliśmy powrotu, jednak tak się złożyło, że po 3 miesiącach wracamy – na zaproszenie doktor Rubio :). Bardzo się cieszę, że będę miała okazję spędzić więcej czasu z tą słynną badaczką życia Lucy Maud Montgomery, która chyba bardzo nas polubiła w maju. 

poniedziałek, 20 lipca 2015

Żegnamy Wyspę

Za namową Andy’ego zostaliśmy na Wyspie dodatkowy dzień. W sobotę, która znów kusiła nas słońcem, mieliśmy okazję pożegnać się z miejscem, które tak bardzo wszyscy kochamy. Rano pojechaliśmy pierwszy raz podczas tej wizyty do Muzeum Ani z Zielonego Wzgórza w Park Corner. W środę śnił mi się George — pomyślałam, że pewnie zastanawiają się z Pam, dlaczego jeszcze ich nie odwiedziłam. Przejeżdżaliśmy obok Muzeum wiele razy, jednak zawsze brakowało czasu. W sobotę pojechaliśmy tam rano, żeby i ostatniego dnia nie umknęła nam szansa odwiedzenia jednego z ulubionych miejsc w ferworze ostatnich godzin na Wyspie. Dobrze trafiliśmy — w Muzeum była Pam, która powitała nas jak starych znajomych. Pokazała nam od razu wydrukowane zdjęcie Nadii, które zdobiło ich „bardzo ważną książkę” (zdjęcie to posłałam George’owi po tym, jak Nadia dostała kapelusz z rudymi warkoczami jako nagrodę w konkursie na stronie filmu „Ania z Zielonego Wzgórza” na Facebooku — jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy na nią głosowali!).


Zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie i już mieliśmy ruszać dalej, kiedy Pam zaczęła gdzieś wydzwaniać i usilnie gestykulować, abyśmy nie wychodzili. Po chwili wszystko się wyjaśniło... Pam zaserwowała nam wspaniałą niespodziankę — przejażdżkę z Mateuszem! Nie wypadało odmówić, więc podobnie jak w sierpniu, rozpoczynaliśmy nasz ostatni dzień na Wyspie od podziwiania Jeziora Lśniących Wód.






Po przejażdżce pięknie podziękowaliśmy Pam i chcieliśmy pojechać do Cavendish. Jednak nie udało się szybko wyjść, bo Pam zadzwoniła do Kensington po George’a, który już był w drodze... Przy okazji wspomnę, iż pomimo tego, że Wyspa Księcia Edwarda jest częścią cywilizacji zachodniej, czas biegnie tu zupełnie inaczej. Wszystko trwa zdecydowanie dłużej niż się planuje, a jeśli w planach uwzględnia się inne osoby, to należy się przygotować na długie rozmowy, na które nie zawsze jest czas :). George zjawił się po kilku minutach i zaczęliśmy rozmawiać, między innymi o lalkach, które wysłał on do Polski (przypominam, że jeszcze dysponujemy lalkami z Wyspy — można zamówić je pisząc na adres info@choosinghope.org). Było bardzo miło, ale niestety wskazówki zagarka nie chciały zwolnić i wkrótce musieliśmy pożegnać rodzeństwo Campbellów. Bardzo łatwo wyobrazić sobie, że i Maud uwielbiała przebywać u swoich kuzynów w Park Corner. 

Z Park Corner pojechaliśmy do Cavendish, a dokładnie na Zielone Wzgórze. 








Weekendy w Avonlea są zawsze interesujące :). Tym razem po dokładnym zwiedzeniu domu i odnalezieniu ametystowej broszki w pokoju Maryli oraz kawałków tabliczki szkolnej Ani, mieliśmy okazję spędzić sporo czasu z Anią Shirley i Ruby Gillis, które pozowały do zdjęć i bawiły się z dziećmi. Na godzinę łąka przy Zielonym Wzgórzu przeniosła się w czasie — nagle znaleźliśmy się w drugiej połowie XIX wieku, więc i zabawy były odpowiednie do epoki. Nadia bawiła się znakomicie! A ja patrząc na swoją 7–letnią córkę biegającą wraz z Anią przy Zielonym Wzgórzu poczułam pełnię szczęścia...
















Niestety znów przyszła pora, aby pożegnać i to ukochane miejsce... 







Nawet lody w wiosce Avonlea nie poprawiły nam tym razem humorów... 





Wracaliśmy do Springbrook z ciężkim sercem — następnego dnia mieliśmy opuścić Wyspę i zostawić to oszałamiające piękno za sobą... W  ubiegłym roku pisałam, że Bóg po stworzeniu świata dysponował resztkami piękna, którymi postanowił ozdobić niewielką wyspę we wschodniej Kanadzie. Teraz myślę, że Bóg tworząc Wyspę Księcia Edwarda chciał nam dać przedsmak raju...