Czwartek był ostatnim dniem, który spędziłam na Wyspie. Obudził mnie piękny wschód słońca, zapowiadający równie piękny dzień. Ostatniego dnia zawsze dużo się dzieje, jednak czwartek był pod tym względem rekordowy! Łatwiej byłoby mi wyliczyć, gdzie nie byłam niż dokładnie opowiedzieć o każdym odwiedzonym miejscu i każdej odbytej rozmowie.
W środę wieczorem jedna z osób z grupy Ani z
Zielonego Wzgórza zaproponowała spotkanie na Wyspie. Dopiero rano miało się
okazać, czy da radę dojechać (2,5 godziny w jedną stronę), gdyż chciała
przywieźć ze sobą swoją córkę, na co szkoła miała rano wyrazić zgodę. Jej córka
ma na imię Marilla (Rilla) Diana :). Wiadomo więc, że miałam spotkać prawdziwą
fankę twórczości Maud!
Ja miałam sporo własnych planów, więc zaczęłam od pożegnalnej wizyty w Silver
Bush. Przyznam, że bardzo lubię jeździć do Muzeum Ani z Zielonego Wzgórza i
rozmawiać z Pam. Tym razem zawiozłam jej polski sernik, który od razu został
spałaszowany :). Polski sernik jest zawsze dobrą opcją na śniadanie! :) Silver Bush
dopiero się budziło... Ogrzewaniem budynku z zewnątrz zajęło się poranne słońce,
a wnętrzem – starodawny piec. Powoli zaczęli pojawiać się pierwsi
turyści, wśród nich para z Georgii, która w ubiegłym roku obchodziła 50 lat po
ślubie. Kolejny dzień z życia Muzeum, w czasie którego zjawią się w nim osoby czekające na tę podróż 5, 10, 20, a nawet 50 lat...
Po krótkiej
wizycie w Silver Bush pojechałam do Cavendish, aby odwiedzić Lorine na poczcie
:). Uwielbiam te wizyty na poczcie! Miałam też prezent dla Jennie Macneill, a z
poczty do miejsca, gdzie stał dom dziadków jest dosłownie parę kroków. Jennie
była zachwycona książkami, które jej przywiozłam. Pochwaliłam się, że znam
Ilustratorkę tych przepięknych wydań i razem podziwiałyśmy moje ulubione
ilustracje. Te 2 książki w języku polskim będą wystawione w miejscu, w którym
Maud je napisała ponad 100 lat temu...
Wizyta w Cavendish była krótka,
gdyż o 12:30 miałam umówione spotkanie w szkole w Lower Bedeque. Carol, która
zajmuje się tym muzeum, specjalnie przyjechała z Charlottetown, aby otworzyć je
dla mnie i bardzo byłam jej za to wdzięczna. Nie spodziewałam się, że miejsce
to będzie miało tyle uroku! Niesamowicie autentyczna atmosfera, wiele
oryginalnych eksponatów i doborowe towarzystwo Denise i jej córek sprawiły, że
będzie to jedno z moich najlepszych wspomnień z tej wizyty na Wyspie. Pierwszy
raz zwiedzałam miejsce związane z pisarką wraz z kimś, kto pasjonuje się jej
życiem i twórczością. Obydwie robiłyśmy wiele zdjęć i zachwycałyśmy się torbą, z
której korzystała pisarka, książkami i mapami, których dotykała oraz widokami,
które miała okazję oglądać... Wspaniała wizyta!
Z Lower Bedeque
pojechałyśmy do Cavendish Figurines, gdyż Denise nigdy tam nie była. Udało mi
się zrobić tam kilka zdjęć w czasie pracy nad najbardziej popularną figurką –
„Przybycie na Zielone Wzgórze”.
Wieczorem pakowałam się i
przygotowywałam do długiej piątkowej podróży do domu. Wyjeżdżam ze smutkiem, że
kończy się kolejna wspaniała wizyta na Wyspie Księcia Edwarda i z radością, bo
wiem, że znów tu wrócę...
Jeszcze mam kilka spraw do opisania, więc z
pewnością nie jest to ostatni wpis z jesiennej wizyty. Dziękuję, że mi wiernie
towarzyszycie i emocjonujecie się moimi podróżami :). Zwycięzcy konkursu mogą
spodziewać się przesyłek w przyszłym tygodniu :) :) :). Mam nadzieję, że Was one
ucieszą.


























































