niedziela, 26 stycznia 2014

Fotoblog

Stało się! Założyłam kolejny blog o Zielonym Wzgórzu. :) Tuż po powrocie z Wyspy Księcia Edwarda zastanawiałam się nad angielską wersją niniejszego bloga, ale niestety nie zabrałam się wówczas za nią. W miarę pojawiania się nowych wpisów oddalałam się od tego pomysłu, który jednak powrócił na początku tego roku. Trochę znudziło mi się odsyłanie cudzoziemców do blogu związanego z książką, której tytuł po włączeniu translatora tak bardzo odbiega od tytułu w oryginale. Czasem z ciekawości sama spoglądałam na te tłumaczenia i włos mi się jeżył na samą myśl o tym, że wiele osób otrzymuje właśnie taką wersję. Powstał więc blog z myślą o tych osobach, które nie znają j. polskiego, a które chętnie pooglądają sobie zdjęcia z miejsc związanych z Anią i LM Montgomery. Jest to typowy fotoblog z niewielką ilością słów i mnóstwem zdjęć. Wielu z nich nie zamieszczałam na tym blogu – zapraszam zainteresowanych do odwiedzenia fotoblogu. :)
 

 
Planuje jeszcze kilka dodatkowych wpisów. :) Warto więc regularnie zaglądać na Zielone Wzgórze. Serdecznie zapraszam.


Non-Polish Speakers visiting this blog are kindly asked to visit my photoblog in English:
 

wtorek, 14 stycznia 2014

Nowiny

Połowa pierwszego miesiąca roku już za nami, co znaczy, że można zacząć rezerwować noclegi na Wyspie Księcia Edwarda :) Wiele osób dziwi się, że nie można pojechać na Wyspę w dowolnym czasie, ale właśnie tak jest. Dużo atrakcji turystycznych pozostaje otwartych tylko i wyłącznie w lipcu i sierpniu. Na poczcie w Cavendish dowiedziałam się, że w zimie Cavendish niezwykle pustoszeje. Po wyjeździe turystów i ekipy ich obsługującej pozostaje w nim około 50 mieszkańców.

Kilka dni temu udało mi się skontaktować z Benjaminem Lefebvre. Zapytałam, czy nie poopowiadałby polskim Wielbicielom Maud trochę o swoim najnowszym opracowaniu "
The LM Montgomery Reader: Volume 1: A Life in Print”. Benjamin chętnie przystał na moją propozycję, dodając, że mogę przemycić też pytania odnośnie „Ani z Wyspy Księcia Edwarda” (ang. ”The Blythes Are Quoted”) :) Pomyślałam więc, że może Czytelnicy mojego bloga chcieliby również zadać jakieś pytania Benjaminowi Lefebvre, który zawodowo zajmuje się twórczością i życiem Lucy Maud Montgomery. Wiem, że blog śledzi co najmniej kilkoro bardzo zagorzałych Wielbicieli pisarki – jeśli macie jakieś interesujące pytanie do Benjamina, piszcie na mój adres:
info@choosinghope.org

A jeśli już mowa o Benjaminie, to muszę też wspomnieć o czymś, czego nie wiedziałam. W 2010 roku właśnie z jego pomocą światło dzienne ujrzała pełna wersja „Rilli ze Złotego Brzegu”. Dla zainteresowanych podaje linki:



 
Czekam zatem na propozycje pytań i mam nadzieję, że wkrótce na blogu znajdzie się pierwszy bardziej naukowy wpis na temat życia i twórczości Maud.

środa, 1 stycznia 2014

Nowy Rok :)


Dziś pierwszy dzień Nowego Roku, więc można oficjalnie zacząć planować to, co chce się zrobić w ciągu następnych 12 miesięcy. Na mojej noworocznej liście postanowień, którą tworzyłam dziś popijając Raspberry Cordial już trzeci rok z rzędu znalazła się wizyta na Wyspie Księcia Edwarda. Kilka tygodni temu rozmawiałam z Melanie Fishbane, która gorąco polecała mi konferencję w Charlottetown organizowaną co 2 lata na Uniwersytecie Wyspy Księcia Edwarda. Z okazji setnej rocznicy wybuchu I wojny światowej w tym roku odbędzie się ona pod hasłem „LM Montgomery a wojna”. Przez krótką chwilę rozważałam uczestnictwo w tej konferencji, gdyż myślę, że całkiem interesujące byłoby poznanie osób, które są największymi ekspertami w tematyce LM Montgomery, jednak wizja konferencji o tematyce wojennej pod koniec czerwca nie jest aż tak atrakcyjna jak zwiedzanie samej Wyspy Księcia Edwarda i odwiedzanie miejsc związanych z Anią. Wszyscy bardzo się już cieszymy na kolejny wyjazd i niewykluczone, że wybierzemy się właśnie w czerwcu. Jeszcze nigdy nie widziałam kwitnącego łubinu na Wyspie, a jest to podobno przepiękny widok. Czerwiec poza tym jest o wiele szybciej niż sierpień, a każdy pretekst jest dobry, aby ponownie postawić stopę w Krainie Maud.

Dziś udało mi się złapać na Facebooku Stephena DesRoches, którego poprosiłam o zgodę na zamieszczenie na blogu zimowego zdjęcia  z Zielonego Wzgórza. Zgodził się, więc zamieszczam Zielone Wzgórze w odsłonie zimowej. Wygląda przepięknie, prawda?


www.stephendesroches.com


4 tygodnie temu wyszła interesująca pozycja w opracowaniu Benjamina Lefebvre pt. „The LM Montgomery Reader: Volume 1: A Life in Print”. Pozycja ta zawiera 91 tekstów, z których większość publikowana była w latach 1908 - 1944, a wśród których znajdują się m.in. eseje autorstwa Maud, wywiady z pisarką, materiały dotyczące jej śmierci i pogrzebu. Drugi tom ma wyjść 30 marca 2014r. i nosi tytuł: „The L.M. Montgomery Reader: Volume Two: A Critical Heritage”. Trzeci i ostatni tom ma się ukazać również w 2014 roku. Część I można dostać również w wersji Kindle.

Zaczęłam od postanowień noworocznych i na postanowieniach kończę dzisiejszy wpis :) Mam nadzieję, że w tym roku uda mi się również odwiedzić Leaksdale w Ontario, gdzie Maud zamieszkała po ślubie z Ewanem Macdonaldem w 1911 roku i gdzie urodziła swoich dwóch synów. W Ontario mam też do zaliczenia Norval oraz wiele miejsc znanych z filmów o Ani. Oj dużo zostało jeszcze do zobaczenia i przeczytania :)

Dziękuję za ponad 6 tysięcy wizyt na blogu, za każdy e-mail i komentarz. Wszystkim Czytelnikom i pokrewnym duszom życzę pięknego roku!

sobota, 14 grudnia 2013

Anielskie Anie

Bardzo długo nie pisałam. Najpierw emocjonowałam się aukcją, a później walczyłam z chorobą. Czuję się już znacznie lepiej, więc czas na małe podsumowanie. :) Dziękuję wszystkim Wielbicielom Ani, którzy licytowali pamiątki z Wyspy Księcia Edwarda oraz przedmioty związane z Anią na naszej aukcji charytatywnej. Udało się zebrać dużo pieniędzy na leki i Ania w tym bardzo pomogła. Mam nadzieję, że cieszą Was wszystkie wygrane przedmioty tak bardzo, jak mnie cieszy Anielska Ania. Co prawda dostanę ją dopiero w przyszłym roku jako prezent urodzinowy, ale jestem przeszczęśliwa, że udało się ją wygrać.


Na naszej aukcji Anielska Ania poszła za 295 zł. Od stycznia każda Wielbicielka Ani będzie mogła sobie zamówić swoją własną Anielicę Anię. I choć moja jest oczywiście najbardziej wyjątkowa i najpiękniejsza, każda kolejna stworzona w Aniołowie będzie wspaniałym prezentem dla każdego, kto pokochał rydowłosą Anię :) Cena Anielskiej Ani z Filipowego Aniołowa to 150 zł i już można składać zamówienia u Mamy Filipa. Czas, aby Ania pomogła Filipkowi...

Już w styczniu będzie można stać się właścicielem takiej piękności 😍

Wystarczy skontaktować się z Mamą Filipka. Zapraszam na stronę na FB:


piątek, 25 października 2013

2 wiadomości

Wczoraj, będąc w windzie w Centrum Handlowym, przypomniałam sobie, że miałam zamieścić na blogu 2 świeże informacje. Okazuje się, że Montgomery to również nazwa firmy produkującej windy :) Wcześniej nigdy nie zauważyłam tej nazwy. A od Montgomery do Avonlea już bardzo krótka droga, więc jestem tu ponownie z dwoma wiadomościami.
Po pierwsze Wydawnictwo „Skrzat” ujawniło okładkę „Ani z Avonlea”. Kiedy skontaktowałam się pierwszy raz z Panią Sylwią Kaczmarską, kończyła wówczas pracę nad ilustracjami do drugiego tomu. Teraz w końcu można podziwiać to, nad czym wówczas pracowała.



Druga istotna dla wielbicieli Lucy Maud wiadomość to zapowiedź książki dla młodzieży inspirowanej życiem autorki. Książka ta ma obejmować lata 1888-1892, czyli będzie historią nastoletniej Maud. Będą to perypetie szkolne (i romantyczne) z 3 lat spędzonych w Cavendish na Wyspie Księcia Edwarda, kiedy Maud mieszkała z dziadkami oraz z czasu spędzonego w Prince Albert w Saskachewan, gdzie mieszkała z ojcem i jego drugą rodziną (podróż do Saskachewan młodziutka Maud odbyła z dziadkiem – Senatorem Montgomery). Powieść zostanie wydana w 2015 roku, a pisanie jej zlecono Melanie Fishbane. Czekamy więc na książkę, która być może w przyszłości doczeka się ekranizacji.

poniedziałek, 14 października 2013

Wyczekiwana przesyłka

Przedwczoraj pisałam o przesyłce z Wyspy, a dziś będzie o innej przesyłce... Długo wyczekiwana przeze mnie „Ania z Zielonego Wzgórza” w tłumaczeniu p. Pawła Beręsewicza dotarła w końcu do mnie i od razu zachwyciło mnie to nowe wydanie. Widziałam sporo zdjęć tej książki zanim zobaczyłam ją na własne oczy, ale żadne z nich nie oddaje jej piękna. Twarda oprawa, piękne ilustracje, gruby kredowy papier, elegancka czcionka i duży format książki sprawiają, że książka ta jest wyjątkowa. Jest to jedna z tych książek, przed czytaniem których myje się ponownie ręce, aby przypadkiem nie pobrudzić jej śnieżnobiałych stron, a każdą kartkę przewraca się w ten specyficzny sposób, który gwarantuje, iż nie wyrządzi się jej żadnej krzywdy (zakładam, że każdy ma ten swój własny sposób 😊).

Nie mam niestety wydania „Ani z Zielonego Wzgórza”, które przeczytałam jako pierwsze. Było to wydanie z 1976r. w twardej oprawie, które wraz z „Anią z Avonlea” podarował mi mój kuzyn w czasach, kiedy szczytem moich ambicji powinna była być samodzielna lektura książeczek z cyklu „Poczytaj mi mamo”. Ten, być może zbyt wczesny, prezent spowodował, że zaledwie 3 lata później, jako 9-latka, przeżywałam wzloty i upadki wraz z rudowłosą sierotką z Kanady. Mniej więcej w tym czasie zrodziło się moje marzenie odwiedzenia Wyspy Księcia Edwarda, które zdradzane szeptem w poważnych rozmowach z sąsiadkami sprawiało, że te ostatnie unosiły wysoko brwi wątpiąc w moje słowa. Całkiem niedawno jedna z nich przypomniała mi o tym (bo ja tylko pamiętam, że dosyć szybko zaliczyłam „Anię”), dodając, że i ona była w gronie niedowiarków. Przyznam, że i mnie nachodziły chwile zwątpienia. Kiedy zaczęłam uczyć się języka angielskiego w liceum, jedno z pierwszych wypracowań w tym języku napisałam na temat miejsc, które chciałabym w przyszłości odwiedzić. Pamiętam dokładnie, że numerem jeden nadal była Wyspa Księcia Edwarda, ale pojawiło się wytłumaczenie, że marzę o niej od wieku pacholęcego, jednak będąc u progu dorosłości muszę realistycznie spojrzeć w przyszłość, która najprawdopodobniej z Wyspą zbyt wiele wspólnego nie będzie miała. Okazuje się jednak, że czasem wiemy o wiele więcej jako dzieci – pewnie dlatego, że wówczas z racji wzrostu nie mamy okazji zbyt często oglądać unoszonych brwi niedowiarków :)

Wracając jednak do nowego pięknego wydania „Ani z Zielonego Wzgórza – prezentuję wspólne zdjęcie 3 wydań i od razu widać, że moje zachwyty są w pełni uzasadnione.



To, czego nie zauważyłam na wcześniejszych zdjęciach, to cytaty z książki wplecione w rude włosy Ani na okładce. Również na jej twarzy pojawiają się pojedyncze litery – kolejny interesujący element szaty graficznej.





Sama Ania była z pewnością dla Pani Sylwii Kaczmarskiej największym wyzwaniem. Jak przedstawić postać, którą każda wielbicielka albo sama dokładnie sobie wyobraziła, albo posiłkuje się Anią z filmów Sullivana? Moim zdaniem udało się tego dokonać i Ania z najnowszego polskiego wydania jest jedną z najbardziej udanych prób przedstawienia bohaterki stworzonej przez LM Montgomery. 





Wszystkie ilustracje są wyjątkowe i kilka z nich już wstawiałam na blogu wraz z krótkim wywiadem z Panią Sylwią Kaczmarską. Jednak teraz chciałam wspomnieć o przepięknych ilustracjach kwiatów, które pojawiają się na stronach kończących rozdziały. Każdy, kto był na Wyspie Księcia Edwarda, wie, jak ważną jej ozdobą są kwiaty. Również Maud uwielbiała kwiaty – od pelargonii w doniczkach po ogród kwiatowy, którym się osobiście zajmowała. Zarówno na Zielonym Wzgórzu, jak i w miejscu, gdzie znajdował się dom dziadków Maud częścią scenerii są właśnie kwiaty. Nie mogło więc ich również zabraknąć w książce. Szczególnie spodobała mi się ilustracja łubinu, który na stałe wpisany jest w krajobraz Wyspy. Myślę, że umieszczenie tej ilustracji nie było przypadkowe.






Jak widać, strona graficzna książki jest ucztą dla oka. Dzięki nowemu tłumaczeniu Ania z lekko przykurzonej postaci z przełomu XIX i XX wieku staje się żyjącą istotą, której losy zaciekawją również współczesnego młodego czytelnika. Przeczytałam ją z wielkim zainteresowaniem i porównywałam z wersją Rozalii Bernsteinowej oraz z oryginałem. Z czystym sumieniem polecam tę wersję wszystkim – i tym, którzy sięgają pierwszy raz po Anię, jak i tym, którzy co jakiś czas odświeżają sobie jej przygody. Ja natomiast przygotowałam sobie już całkiem nową półeczkę i mam ogromną nadzieję (tutaj wielki uśmiech do Wydawnictwa „Skrzat” :)), że półka ta wypełni się całą serią książek o Ani w nowym tłumaczeniu i szacie graficznej.



sobota, 12 października 2013

Przesyłka z Wyspy


Dziś doszła do mnie paczuszka od Roberta Montgomery, która nieśmiało przypomniała mi o tym, że nie samą aukcją człowiek żyje :) Dobrze, że pomiędzy moimi wizytami życie na Wyspie płynie swoim torem – z pewnością to ja bardziej przeżywam tę rozłąkę... Wracając jednak do przesyłki... Chwilkę pooglądałam sobie ją z zewnątrz i poprzeżywałam to, że ktoś spokrewniony z wielką pisarką własnoręcznie zaadresował przesyłkę do mnie. Pewnie większość ludzi podeszłaby do tego normalnie, ale ja bardzo przeżywam takie chwile. Przesyłka od Roberta Montgomery! MONTGOMERY! :) Zastanawiam się teraz, czy nie zostawić sobie na pamiątkę papieru, którym opakowane było pudełko :)


A skoro dziś mowa o Robercie Montgomery, to postanowiłam przedstawić kilka dodatkowych zdjęć z dnia, w którym go poznałam w Muzeum Dziedzictwa LM Montgomery znajdującym się w domu dziadka Maud – Senatora Donalda Montgomery. Dom ten był inspiracją dla Złotego Brzegu i w nim mała Lucy Maud (tak o niej mówi Robert) pierwszy raz zetknęła się z serwisem w pączki róż, z porcelanowymi psami „Gogiem” i „Magogiem” oraz z porcelanowym koszykiem z owocami, który pojawił się w „Historynce”. W domu tym można również zobaczyć sypialnię, w której spała Maud podczas odwiedzin w domu Senatora.






 





W to niedzielne sierpniowe popołudnie miałam z Robertem Montgomery również trudną rozmowę na temat śmierci pisarki. Robert stwierdził wówczas, iż nie ma wątpliwości, że Lucy Maud zmarła na skutek przedawkowania leków, jednak w jego rodzinie panowało przekonanie, iż nie była to próba samobójcza. Wg ustaleń matki Roberta w ostatnich miesiącach życia autorka najprawdopodobniej cierpiała na demencję bądź chorobę Alzheimera. Jej sąsiadka, z którą rozmawiała matka Roberta po śmierci pisarki, twierdziła, że zdarzało się, iż Maud przychodziła do niej 2–3 razy dziennie i witając się, komentowała, jak dawno się nie widziały. Pisarka zapominała więc o tym, co robiła przed kilkoma godzinami – niewykluczone, że tego feralnego dnia w kwietniu 1942 r. kilka razy zażyła lekarstwa, zapominając, iż zrobiła to już wcześniej. Takie wytłumaczenie satysfakcjonuje rodzinę pisarki, więc i dla mnie jest ono wystarczające. Wolę wierzyć, że nie targnęła się ona na swoje życie pomimo tego, iż przez jego większość cierpiała na depresję, a jej wrażliwa marzycielska dusza została uwięziona w różnych życiowych rolach, z których wiele było powodem ciągłego rozczarowania. Najważniejsze, że zostawiła nam Maud Anię i nauczyła nas marzyć...