wtorek, 29 października 2013

Aukcja, aukcja

Dziś bardzo krótki wpis, bo siedzę po uszy w sprawach aukcji, która już wkrótce na Allegro. :) Dostałam jednak projekt kalendarza od jednej z Adopcyjnych Mam i pomyślałam, że właśnie tutaj powinnam go zamieścić. Już bardzo niedługo będzie można powalczyć o ten piękny (proszę wybaczyć mi ten zupełny brak obiektywizmu) kalendarz, dzięki któremu każde miejsce nabierze atmosfery Avonlea i Zielonego Wzgórza. Mam nadzieję, że jakiś prawdziwy wielbiciel Ani wygra ten śliczny kalendarz (znów brak obiektywizmu :)). Kalendarz ma format A3, więc jest sporych rozmiarów.
 
 











 
 
Pani Sylwia Kaczmarska ofiarowała na aukcję swoją ilustrację do „Ani z Zielonego Wzgórza”. Ilustracja jest z autografem. Sama szykuję się do walki o nią. Wiem, że nie będzie łatwo...
 

 

piątek, 25 października 2013

2 wiadomości

Wczoraj, będąc w windzie w Centrum Handlowym, przypomniałam sobie, że miałam zamieścić na blogu 2 świeże informacje. Okazuje się, że Montgomery to również nazwa firmy produkującej windy :) Wcześniej nigdy nie zauważyłam tej nazwy. A od Montgomery do Avonlea już bardzo krótka droga, więc jestem tu ponownie z dwoma wiadomościami.
 
Po pierwsze Wydawnictwo „Skrzat” ujawniło okładkę „Ani z Avonlea”. Kiedy skontaktowałam się pierwszy raz z Panią Sylwią Kaczmarską, kończyła wówczas pracę nad ilustracjami do drugiego tomu. Teraz w końcu można podziwiać to, nad czym wówczas pracowała.
 
 

Druga istotna dla wielbicieli Lucy Maud wiadomość to zapowiedź książki dla młodzieży inspirowanej życiem autorki. Książka ta ma obejmować lata 1888-1892, czyli będzie historią nastoletniej Maud. Będą to perypetie szkolne (i romantyczne) z 3 lat spędzonych w Cavendish na Wyspie Księcia Edwarda, kiedy Maud mieszkała z dziadkami oraz z czasu spędzonego w Prince Albert w Saskachewan, gdzie mieszkała z ojcem i jego drugą rodziną (podróż do Saskachewan młodziutka Maud odbyła z dziadkiem – Senatorem Montgomery). Powieść zostanie wydana w 2015 roku, a pisanie jej zlecono Melanie Fishbane. Czekamy więc na książkę, która być może w przyszłości doczeka się ekranizacji.

poniedziałek, 14 października 2013

Wyczekiwana przesyłka

Przedwczoraj pisałam o przesyłce z Wyspy, a dziś będzie o innej przesyłce... Długo wyczekiwana przeze mnie „Ania z Zielonego Wzgórza” w tłumaczeniu p. Pawła Beręsewicza dotarła w końcu do mnie i od razu zachwyciło mnie to nowe wydanie. Widziałam sporo zdjęć tej książki zanim zobaczyłam ją na własne oczy, ale żadne z nich nie oddaje jej piękna. Twarda oprawa, piękne ilustracje, gruby kredowy papier, elegancka czcionka i duży format książki sprawiają, że książka ta jest wyjątkowa. Jest to jedna z tych książek, przed czytaniem których myje się ponownie ręce, aby przypadkiem nie pobrudzić jej śnieżnobiałych stron, a każdą kartkę przewraca się w ten specyficzny sposób, który gwarantuje, iż nie wyrządzi się jej żadnej krzywdy (zakładam, że każdy ma ten swój własny sposób :)).
 
Nie mam niestety wydania „Ani z Zielonego Wzgórza”, które przeczytałam jako pierwsze. Było to wydanie z 1976r. w twardej oprawie, które wraz z „Anią z Avonlea” podarował mi mój kuzyn w czasach, kiedy szczytem moich ambicji powinna była być samodzielna lektura książeczek z cyklu „Poczytaj mi mamo”. Ten, być może zbyt wczesny, prezent spowodował, że zaledwie 3 lata później, jako 9-latka, przeżywałam wzloty i upadki wraz z rudowłosą sierotką z Kanady. Mniej więcej w tym czasie zrodziło się moje marzenie odwiedzenia Wyspy Księcia Edwarda, które zdradzane szeptem w poważnych rozmowach z sąsiadkami sprawiało, że te ostatnie unosiły wysoko brwi wątpiąc w moje słowa. Całkiem niedawno jedna z nich przypomniała mi o tym (bo ja tylko pamiętam, że dosyć szybko zaliczyłam „Anię”), dodając, że i ona była w gronie niedowiarków. Przyznam, że i mnie nachodziły chwile zwątpienia. Kiedy zaczęłam uczyć się języka angielskiego w liceum, jedno z pierwszych wypracowań w tym języku napisałam na temat miejsc, które chciałabym w przyszłości odwiedzić. Pamiętam dokładnie, że numerem jeden nadal była Wyspa Księcia Edwarda, ale pojawiło się wytłumaczenie, że marzę o niej od wieku pacholęcego, jednak będąc u progu dorosłości muszę realistycznie spojrzeć w przyszłość, która najprawdopodobniej z Wyspą zbyt wiele wspólnego nie będzie miała. Okazuje się jednak, że czasem wiemy o wiele więcej jako dzieci – pewnie dlatego, że wówczas z racji wzrostu nie mamy okazji zbyt często oglądać unoszonych brwi niedowiarków :)

Wracając jednak do nowego pięknego wydania „Ani z Zielonego Wzgórza – prezentuję wspólne zdjęcie 3 wydań i od razu widać, że moje zachwyty są w pełni uzasadnione.





To, czego nie zauważyłam na wcześniejszych zdjęciach, to cytaty z książki wplecione w rude włosy Ani na okładce. Również na jej twarzy pojawiają się pojedyncze litery – kolejny interesujący element szaty graficznej.
 

 

 
 
Sama Ania była z pewnością dla Pani Sylwii Kaczmarskiej największym wyzwaniem. Jak przedstawić postać, którą każda wielbicielka albo sama dokładnie sobie wyobraziła, albo posiłkuje się Anią z filmów Sullivana? Moim zdaniem udało się tego dokonać i Ania z najnowszego polskiego wydania jest jedną z najbardziej udanych prób przedstawienia bohaterki stworzonej przez LM Montgomery. 





Wszystkie ilustracje są wyjątkowe i kilka z nich już wstawiałam na blogu wraz z krótkim wywiadem z Panią Sylwią Kaczmarską. Jednak teraz chciałam wspomnieć o przepięknych ilustracjach kwiatów, które pojawiają się na stronach kończących rozdziały. Każdy, kto był na Wyspie Księcia Edwarda, wie, jak ważną jej ozdobą są kwiaty. Również Maud uwielbiała kwiaty – od pelargonii w doniczkach po ogród kwiatowy, którym się osobiście zajmowała. Zarówno na Zielonym Wzgórzu, jak i w miejscu, gdzie znajdował się dom dziadków Maud częścią scenerii są właśnie kwiaty. Nie mogło więc ich również zabraknąć w książce. Szczególnie spodobała mi się ilustracja łubinu, który na stałe wpisany jest w krajobraz Wyspy. Myślę, że umieszczenie tej ilustracji nie było przypadkowe.


 





Jak widać, strona graficzna książki jest ucztą dla oka. Dzięki nowemu tłumaczeniu Ania z lekko przykurzonej postaci z przełomu XIX i XX wieku staje się żyjącą istotą, której losy zaciekawją również współczesnego młodego czytelnika. Przeczytałam ją z wielkim zainteresowaniem i porównywałam z wersją Rozalii Bernsteinowej oraz z oryginałem. Z czystym sumieniem polecam tę wersję wszystkim – i tym, którzy sięgają pierwszy raz po Anię, jak i tym, którzy co jakiś czas odświeżają sobie jej przygody. Ja natomiast przygotowałam sobie już całkiem nową półeczkę i mam ogromną nadzieję (tutaj wielki uśmiech do Wydawnictwa „Skrzat” :)), że półka ta wypełni się całą serią książek o Ani w nowym tłumaczeniu i szacie graficznej.

 
 

sobota, 12 października 2013

Przesyłka z Wyspy


Dziś doszła do mnie paczuszka od Roberta Montgomery, która nieśmiało przypomniała mi o tym, że nie samą aukcją człowiek żyje :) Dobrze, że pomiędzy moimi wizytami życie na Wyspie płynie swoim torem – z pewnością to ja bardziej przeżywam tę rozłąkę... Wracając jednak do przesyłki... Chwilkę pooglądałam sobie ją z zewnątrz i poprzeżywałam to, że ktoś spokrewniony z wielką pisarką własnoręcznie zaadresował przesyłkę do mnie. Pewnie większość ludzi podeszłaby do tego normalnie, ale ja bardzo przeżywam takie chwile. Przesyłka od Roberta Montgomery! MONTGOMERY! :) Zastanawiam się teraz, czy nie zostawić sobie na pamiątkę papieru, którym opakowane było pudełko :)

 
 
A skoro dziś mowa o Robercie Montgomery, to postanowiłam przedstawić kilka dodatkowych zdjęć z dnia, w którym go poznałam w Muzeum Dziedzictwa LM Montgomery znajdującym się w domu dziadka Maud – Senatora Donalda Montgomery. Dom ten był inspiracją dla Złotego Brzegu i w nim mała Lucy Maud (tak o niej mówi Robert) pierwszy raz zetknęła się z serwisem w pączki róż, z porcelanowymi psami „Gogiem” i „Magogiem” oraz z porcelanowym koszykiem z owocami, który pojawił się w „Historynce”. W domu tym można również zobaczyć sypialnię, w której spała Maud podczas odwiedzin w domu Senatora.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

W to niedzielne sierpniowe popołudnie miałam z Robertem Montgomery również trudną rozmowę na temat śmierci pisarki. Robert stwierdził wówczas, iż nie ma wątpliwości, że Lucy Maud zmarła na skutek przedawkowania leków, jednak w jego rodzinie panowało przekonanie, iż nie była to próba samobójcza. Wg ustaleń matki Roberta w ostatnich miesiącach życia autorka najprawdopodobniej cierpiała na demencję bądź chorobę Alzheimera. Jej sąsiadka, z którą rozmawiała matka Roberta po śmierci pisarki, twierdziła, że zdarzało się, iż Maud przychodziła do niej 2–3 razy dziennie i witając się, komentowała, jak dawno się nie widziały. Pisarka zapominała więc o tym, co robiła przed kilkoma godzinami – niewykluczone, że tego feralnego dnia w kwietniu 1942 r. kilka razy zażyła lekarstwa, zapominając, iż zrobiła to już wcześniej. Takie wytłumaczenie satysfakcjonuje rodzinę pisarki, więc i dla mnie jest ono wystarczające. Wolę wierzyć, że nie targnęła się ona na swoje życie pomimo tego, iż przez jego większość cierpiała na depresję, a jej wrażliwa marzycielska dusza została uwięziona w różnych życiowych rolach, z których wiele było powodem ciągłego rozczarowania. Najważniejsze, że zostawiła nam Maud Anię i nauczyła nas marzyć...

piątek, 4 października 2013

Aukcyjnie

Trochę jestem ostatnio zajęta i dlatego tak cichutko na blogu z Avonlea. Najwięcej czasu przeznaczam obecnie na przygotowanie aukcji, w której, jak już pisałam, znajdzie swe miejsce również Ania :). W tym tygodniu dotarł piękny dar na aukcję od Pana Pawła Beręsewicza – nowe tłumaczenie „Ani z Zielonego Wzgórza” z dedykacją i autografem Tłumacza. Kto jeszcze się waha, czy warto stać się posiadaczem tego tłumaczenia w pięknej oprawie graficznej, będzie miał okazję zakupienia tej książki w ramach pomocy dla Afryki :) Czy trzeba dodatkowej motywacji? Dziękuję Panu Pawłowi z całego serca za ten prezent na aukcję.
 

 

 
Książka jest przepiękna – tak piękna, że egzemplarz wysłany do mnie zainteresował Panów Celników w Nowym Jorku, którzy pewnie dzięki niej zaczną się uczyć polskiego :) Nic, cierpliwie czekam... Może jutro ją dostanę :)
 
A skoro mowa o tym, jak piękna jest ta książka, to wspomnę również, że i Pani Sylwia Kaczmarska coś mi podarowała. Oj, będzie interesująco... Sama obmyślam taktykę, jak zdobyć choć jeden przedmiot...
 
Anielska Ania z „Filipowego Aniołowa” czeka cierpliwie na informację, gdzie się wybierze tym razem w podróż. Torba oczywiście spakowana, a w sercu wielka nadzieja, że trafi do dobrych ludzi. Ania wystawiona będzie na aukcji wraz z piękną bajeczką, która trafiła do mnie zupełnie niespodziewanie przed kilkoma dniami dzięki temu, że zamieściłam informację o Anielicy Ani na blogu. Pani Marzena, która czasem pisze bajeczki o Filipowych Aniołach, stworzyła też jedną o Ani (sama też jest wielbicielką LM Montgomery). Bajeczka ta bardzo mi się spodobała, więc za zgodą Autorki (serdecznie pozdrawiam Panią Marzenę i dziękuję!) zamieszczam na blogu:
 
Bajka o tym jak garść szczęścia kroczy za parą rudych warkoczy

Ogromne skrzydła warkocze rude
Piegi na nosie nożyny chude
W jednej rączynie stara walizka
W drugiej płomienne serduszko ściska
Czyj to portrecik nam się wyłania
Ta anieliczka to przecież Ania
I choć nie bardzo lubi podróże
Jednak opuści Zielone Wzgórze
I zrobi wszystko co jest w jej mocy
Bo Filip czeka od niej pomocy
Na zaproszenie więc tylko czeka
Choćby i podróż była daleka
Cóż że walizka jej taka mała
Jednak zaveskę w nią spakowała
A jak przyjedzie to wam opowie
O tym jak ważne jest w życiu zdrowie
I razem z parą rudych warkoczy
Szczęście do domu waszego wkroczy


                          Autor: Marzena Górska
 




Ten piękny Anioł pomógł już Filipkowi, a teraz pomoże dzieciom w Afryce i wniesie dużo szczęścia do domu osoby, która wygra go na licytacji. Bo dobro zawsze powraca, a dobro pomnożone powraca z dużą mocą.

 
Pozdrawiam serdecznie Panią Marzenę, całe Aniołowo wraz z Filipkiem i wszystkich Czytelników.