piątek, 27 września 2013

Ania dla Afryki

Moja przygoda z pisaniem bloga rozpoczęła się w styczniu tego roku, kiedy przygotowywałam się do wyjazdu do Afryki. Od ponad 3,5 roku jestem Wolontariuszką Adopcji Serca prowadzonej przez polskie siostry boromeuszki w Zambii. Obecnie w naszych programach jest ponad 900 dzieci, z czego 250 w misyjnym przedszkolu o nazwie „Arka Noego”. W marcu udało mi się pojechać do Zambii, o czym można przeczytać w blogu „Kierunek Zambia” (link u góry po prawej stronie). Spełniło się wówczas moje wielkie marzenie – zobaczyłam na własne oczy, ile dobrego udało nam się zrobić w tak niedługim czasie. W chwili obecnej prowadzimy rekrutację Rodziców Adopcyjnych dla nowej grupy przedszkolaków – jeśli ktoś z czytających ten blog chciałby uczestniczyć w tym pięknym dziele, zapraszam z całego serca. Ponad 40 dzieci czeka na kogoś, kto da im szansę na normalne dzieciństwo i dzienny posiłek. Szczegóły na stronie www.adopcjaserca.org w zakładce Adopcja Grupowa.

Praca w wolontariacie to sposób na poznanie wielu wspaniałych ludzi. To właśnie moi „adopcyjni” znajomi namówili mnie na pisanie bloga z podróży na Wyspę i zawsze wiernie towarzyszą mi w realizowaniu wszystkich szalonych pomysłów :) Wielu z nich to wielbiciele Ani, z których emanuje dobro i życzliwość. Dzięki nim każdego dnia przekonuję się, że na świecie jest wiele wrażliwych i marzycielskich pokrewnych dusz. :)

Długo myślałam nad tym, jak połączyć moją miłość do Wyspy Księcia Edwarda z miłością do Afryki, jak połączyć sympatycznego rudzielca z Kanady z inicjatywą, która jest tak bliska memu sercu... Kiedy robi się coś z potrzeby serca, to często zdarza się, że niemożliwe staje się możliwe. :) Tak było i tym razem.


Już w listopadzie będzie okazja zobaczyć, jak Ania może pomóc Afryce. Planuję bowiem aukcję charytatywną, na której będzie można powalczyć o pamiątki z Wyspy Księcia Edwarda, a także unikatowe przedmioty, które będą gratką dla kolekcjonerów. Repliki „Goga” i „Magoga” (których jest na świecie poniżej 1000 sztuk, a które można dostać tylko w Muzeum Roberta Montgomery), kubek z Zielonego Wzgórza, rocznicowe wydanie „Anne of Green Gables” z ilustracjami, jakie pojawiły się w wydaniu z 1908 roku, „Dzienniki Wybrane” LM Montgomery z czasów, kiedy mieszkała ona na Wyspie Księcia Edwarda, „Ania z Avonlea” w nowym tłumaczeniu p. Beręsewicza od Wydawnictwa Skrzat, a nawet piasek i kamyk z Wyspy – coś dla tych, którzy wiedzą, iż z różnych przyczyn nie uda im się spełnić tego marzenia...






Najbardziej zaciętą walkę przewiduję o Anielską Anię, którą zrobiły na naszą aukcję Babcia i Mama Filipa Kozłowskiego – chłopca chorego na niezwykle rzadką chorobe Niemanna Picka C. Babcia Filipa tworzy przepiękne Anioły, które następnie trafiają do osób wpłacających na konto Filipa darowizny na lek pod nazwą Zavesca. Miesięczna terapia to koszt ponad 40 tys. zł – kwota niewyobrażalna, którą trzeba zdobyć, aby dziecku się nie pogarszało. W tej walce o środki na lek Mama i Babcia Filipka przyjęły z radością moje wyzwanie i oto powstała Anielska Ania, która pomoże Filipowi oraz dzieciom i chorym w Afryce. W poniższej wersji powstała tylko jedna Ania – będzie o nią można powalczyć w listopadzie na Allegro. Jeśli ktoś chciałby zamówić inne Anioły, to gorąco polecam stronę „Filipowego Aniołowa” na Facebooku:

6 komentarzy:

  1. Jakie cudowności,kiedy patrzę na książki to z żalu aż zgrzytam zębami,ze ja czytać po angielsku to nić,a nic nie umiem.W chodzę patrzę i pierwsza myśl o Gog i Magog;-)Pozdrawiam Missy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Missy, nic straconego! Wiesz, ja bardzo lubie "Gre w klasy" Julio Cortazara i choc hiszpanskiego nie umiem, to kiedy pojechalam do Hiszpanii, wrocilam z "Rayuela", czyli wersja oryginalna :) Pozdrawiam cieplutko! :)

      Usuń
  2. Wspaniały blog i czytam go z dużą przyjemnością.Gratki kolekcjonerskie fantastyczne, ale muszę przyznać, że czytając Anię jakoś inaczej wyobrażałam sobie figurki Goga i Magoga, jakieś jako bardziej dzikie i tajemnicze stwory a tymczasem są to milusie pieski, trochę w stylu gumowych i piszczących zabawek dla dzieci ( trochę to tak jak z tym diamentem, który wyobrażała sobie Ania).
    Marta

    Pozdrawiam i z niecierpliowością czekam na nowe wpisy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje za wizyte na blogu i ciesze sie, ze sie podoba :) Gog i Magog to faktycznie sympatyczne porcelanowe pieski i choc byly inspiracja dla tych z "Ani na uniwersytecie", to LM Montgomery przywiozla sobie inne porcelanowe psy z podrozy poslubnej, ktore pozniej pilnowaly jej biblioteczki w Leaskdale w stanie Ontario, gdzie przeniosla sie po slubie. Wlasnie te psy z Leaskdale nazwala Gog i Magog.

      Usuń
  3. Dziś trafiłam na Twój blog.Jest świetny!!!Gratuluję i cieszę się,że są takie osoby jak Ty,z taką empatią,dobrocią...Kocham L.M.Montgomery,przeczytałam i posiadam jej wszystkie książki,opowiadania.Boleję nad tym,że w Polsce nie ma przetłumaczonych reszty pamiętników (prócz tych dwóch) oraz biografii Rubio.Ja niestety nie znam angielskiego:( Oj..jakbym chciała kupić figurki piesków i kubek.....Pozdrawiam serdecznie Ania K:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje Aniu za tak cieply komentarz :) Wlasnie dla takich osob, jak Ty, pisze ten blog. Bede trzymala bardzo mocno, aby Gog i Magog trafily do Ciebie. Pozdrawiam goraco!

      Usuń